Agnieszka Galazka terapeutka

Nie umiem odpuścić. Skąd się bierze potrzeba kontrolowania wszystkiego i co z nią zrobić – wyjaśnia terapeutka Agnieszka Gałązka

Czerwona Szpilka

22 października 2026

Potrzeba kontroli rzadko wynika z charakteru. Częściej to sposób na przetrwanie, którego ktoś nauczył się jako dziecko, na przykład w domu, w którym trzeba było przewidywać nastroje dorosłych. Ciało pamięta to do dziś. Nie rozluźni się tylko dlatego, że postanowiliśmy odpuścić. Stąd napięty kark, szczęka zaciśnięta przez sen i noce bez snu. O tym, skąd się bierze potrzeba kontroli i jak nauczyć się odpuszczać, pisze Agnieszka Gałązka, terapeutka holistyczna i terapeutka Totalnej Biologii.

Po czym poznać nadmierną potrzebę kontroli?

Nadmierną potrzebę kontroli najłatwiej poznać po zmęczeniu, które nie mija i po głowie, której nie da się wyłączyć. Pracując z kobietami, zauważyłam coś, co za każdym razem porusza mnie tak samo. Kobiety bardzo rzadko przychodzą do gabinetu i mówią: „Mam problem z kontrolą”. Mówią raczej:

  • „Jestem zmęczona”
  • „Nie potrafię odpocząć”
  • „Nie umiem wyłączyć głowy”
  • „Ciągle mam poczucie, że o czymś zapomniałam”
  • „Nikt nie zrobi tego tak dobrze, jak ja”
  • „Nie pamiętam, kiedy ostatni raz usiadłam bez wyrzutów sumienia”

To typowe objawy nadmiernej kontroli. Dopiero kiedy zaczynamy zagłębiać się w rozmowę, okazuje się, że pod tym wszystkim kryje się coś znacznie większego niż potrzeba porządku. Kryje się lęk. Cichy, nieuświadomiony, często niewidoczny nawet dla samej kobiety. Lęk, który przez lata nauczył ją, że jeśli przestanie kontrolować, świat zacznie się rozpadać.

To bardzo ciekawe, bo z zewnątrz taka kobieta często wygląda na silną. Jest zorganizowana, odpowiedzialna, przewiduje każdy problem, pamięta o wszystkich urodzinach, o wizytach lekarskich, o rachunkach, zakupach, prezentach, terminach, pracy, domu i emocjach wszystkich dookoła. 

Ludzie mówią o niej: „Ale ty jesteś ogarnięta”. Niewielu jednak widzi cenę, jaką za to płaci. Bo bycie tą, która wszystko trzyma w swoich rękach, oznacza, że właściwie nigdy nie można odłożyć ciężaru. Nie ma już miejsca dla samej siebie. Zawsze na pierwszym miejscu jest coś albo ktoś inny. Nawet kiedy ciało błaga o odpoczynek, głowa nadal pracuje. Nawet kiedy wszyscy już śpią, ona jeszcze sprawdza, planuje, analizuje i przewiduje kolejne możliwe scenariusze.

Skąd się bierze potrzeba kontroli?

Potrzeba kontroli rzadko wynika z charakteru. Znacznie częściej jest strategią przetrwania, której człowiek nauczył się w dzieciństwie, kiedy brakowało mu poczucia bezpieczeństwa.

Kontrola to strategia przetrwania, a nie cecha charakteru

Wiele osób myśli, że potrzeba kontrolowania wszystkiego wynika z charakteru. Że ktoś po prostu taki jest. Perfekcyjny. Dokładny. Ambitny. Tymczasem moje doświadczenie terapeutyczne pokazuje coś zupełnie innego. Kontrola bardzo rzadko jest cechą osobowości. Znacznie częściej jest strategią przetrwania. Jest rozwiązaniem, które kiedyś uratowało człowieka przed bólem, dlatego układ nerwowy uznał je za najlepszy, a wręcz konieczny sposób funkcjonowania, żeby przeżyć.

Dziecko, które dorastało w domu pełnym chaosu, bardzo szybko uczy się, że musi przewidywać nastroje dorosłych. Że warto być grzecznym, odpowiedzialnym i nie sprawiać problemów. Że trzeba wszystkiego dopilnować, bo wtedy jest spokojniej.

Dziecko wychowywane przez rodzica uzależnionego, chorego psychicznie, emocjonalnie nieobecnego albo nieprzewidywalnego często przejmuje rolę dorosłego dużo wcześniej, niż powinno. Uczy się, że bezpieczeństwo nie przychodzi z zewnątrz. Trzeba je sobie stworzyć samemu i właśnie wtedy rodzi się kontrola. Nie jako wada. Nie jako kaprys, ale jako obietnica bezpieczeństwa.

Dlaczego ciało reaguje tak, jakby zagrożenie wciąż trwało?

Wiele kobiet nie umie odpuścić, choć ich dorosłe życie jest już bezpieczne. Problem polega na tym, że ciało nie odróżnia dzieciństwa od dorosłości. Układ nerwowy zapamiętuje to, co kiedyś pozwoliło przetrwać i powtarza ten mechanizm nawet wtedy, gdy zagrożenie już dawno minęło.

Kobieta ma dziś kochającego partnera, stabilną pracę, własny dom i dorosłe życie, ale jej organizm nadal zachowuje się tak, jakby każdego dnia musiał walczyć o przetrwanie, dlatego nie potrafi zostawić niepozmywanych naczyń. Dlatego sto razy sprawdza, czy zamknęła drzwi. Dlatego nie śpi spokojnie, dopóki dzieci nie wrócą. Dlatego przejmuje odpowiedzialność za emocje wszystkich wokół. Dlatego, że jej układ nerwowy nie wierzy, iż można inaczej. Tak na co dzień wyglądają objawy nadmiernej kontroli.

Wzorce przekazywane z pokolenia na pokolenie

Czasem ten program niesiemy jeszcze głębiej w lojalności wobec własnego rodu. Kiedyś ktoś w naszej rodzinie musiał żyć w nieustannej czujności, walczyć o przetrwanie albo brać na siebie odpowiedzialność za wszystkich, choć tamta historia już się skończyła, my nieświadomie ją powtarzamy.

W psychologii mówimy o przymusie powtarzania, a w podejściu transgeneracyjnym o lojalności wobec systemu rodzinnego.

Dlaczego postanowienie „od dziś odpuszczam” nie działa?

Samo postanowienie „od dziś odpuszczam” nie działa, bo potrzeba kontroli słabnie dopiero wtedy, gdy ciało przestaje żyć w poczuciu zagrożenia.

Jaki lęk kryje się za kontrolą?

Za nadmierną kontrolą kryje się lęk, że bez niej zabraknie miłości, akceptacji i bezpieczeństwa. Bardzo często podczas terapii zadaję kobietom jedno, z pozoru niezwykle proste pytanie:

„A co by się stało, gdybyś dzisiaj niczego nie dopilnowała?”

Najczęściej zapada cisza. Nie dlatego, że nie znają odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. Odpowiedź pojawia się natychmiast, tylko rzadko jest wypowiadana na głos, bo gdzieś głęboko pojawiają się zdania, które noszą w sobie od wielu lat:

  • „Wszystko się zawali”
  • „Będą mieli do mnie pretensje”
  • „Zawiodę wszystkich”
  • „Ktoś będzie cierpiał”
  • „Przestanę być potrzebna”
  • „Nie będę już dobrą matką”
  • „Nie będę wystarczająca” 

Patrzę wtedy na kobietę siedzącą naprzeciwko. Jeszcze przed chwilą mówiła szybko i pewnym głosem. Nagle milknie. Wzrok ucieka gdzieś w bok. Ramiona, które przez całą rozmowę były lekko uniesione, jakby opadają o kilka centymetrów. Oczy zachodzą łzami. Nie dlatego, że nie zna odpowiedzi. Dlatego, że być może pierwszy raz ktoś zapytał ją nie o to, co ma zrobić, ale czego tak naprawdę się boi i wtedy nagle okazuje się, że problemem nigdy nie były te naczynia, ten kalendarz ani lista obowiązków. Problemem jest przekonanie, że miłość, akceptację i bezpieczeństwo trzeba sobie nieustannie wypracowywać.

Dlaczego siła woli nie wystarcza?

Samą siłą woli trudno nauczyć się odpuszczać. To właśnie dlatego tak wiele kobiet wraca z warsztatów rozwoju osobistego z pięknym postanowieniem: „Od dziś odpuszczam”, a po tygodniu znów są dokładnie w tym samym miejscu, bo nie można zmienić zachowania, jeśli ciało nadal żyje w poczuciu zagrożenia.

Wyobraź sobie człowieka, który tonie. Powiedz mu, żeby przestał machać rękami. To przecież logiczne, że nie przestanie. Najpierw musi poczuć grunt pod nogami.

Tak samo działa układ nerwowy. Nie odpuszcza dlatego, że ktoś mu powiedział, iż warto. Odpuszcza dopiero wtedy, kiedy naprawdę uwierzy, że nic złego się nie wydarzy. Odpuszcza wtedy, gdy zrozumie, odnajdzie źródło, uświadomi sobie, skąd to wszystko się wzięło i pozwoli ciału uwolnić zapisane w nim napięcie i lęk.

Nadmierna kontrola – jakie objawy daje ciało?

Objawy nadmiernej kontroli w ciele to między innymi napięty kark i barki, zaciśnięta szczęka, bezsenność, przewlekłe zmęczenie i kłopoty z trawieniem.

Sygnały, których nie da się już ignorować

Gdy ktoś nie umie odpuścić, ciała nie da się przekonać samymi słowami, dlatego w terapii tak rzadko pracujemy wyłącznie z przekonaniami. Można przez wiele miesięcy powtarzać sobie afirmacje o zaufaniu do życia, a jednocześnie każdego ranka budzić się z napiętym karkiem, zaciśniętą szczęką i żołądkiem skręconym ze stresu. Ciało mówi wtedy prawdę, której umysł jeszcze nie jest gotowy usłyszeć.

Ciało pamięta wszystkie momenty, w których odpuszczenie kończyło się cierpieniem. Pamięta samotność, zawód, odrzucenie i nieprzewidywalność. Pamięta każdą sytuację, w której zabrakło dorosłego, który powiedziałby: „Już nie musisz wszystkiego pilnować. Ja się tym zajmę.” To właśnie dlatego tak często obserwuję, że nadmierna potrzeba kontroli najpierw odbija się w ciele. Organizm, który przez lata żyje w stanie nieustannej gotowości, zaczyna wysyłać sygnały, których nie da się już ignorować. 

Pojawiają się:

  • napięciowe bóle głowy,
  • sztywność karku i barków,
  • problemy z odcinkiem szyjnym kręgosłupa,
  • zaciskanie szczęki podczas snu,
  • zgrzytanie zębami,
  • trudności z oddychaniem pełną piersią,
  • bezsenność,
  • przewlekłe zmęczenie,
  • zaburzenia trawienia,
  • napięty brzuch,
  • kołatania serca mimo prawidłowych wyników badań.

Organizm zachowuje się tak, jakby nieustannie przygotowywał się do walki, choć wokół nie ma już realnego zagrożenia.

Co o napięciu w ciele mówią psychologia i Totalna Biologia?

Psychologia wiąże potrzebę kontroli z przewlekłym stresem, który przeciąża układ nerwowy i hormonalny, a Totalna Biologia widzi w niej program, którym ciało próbuje zapewnić sobie bezpieczeństwo.

Z perspektywy psychologii wiemy, że przewlekły stres prowadzi do przeciążenia układu nerwowego i hormonalnego. Praca z ciałem pokazuje natomiast, że napięcie zapisuje się w mięśniach, oddechu i sposobie poruszania się. Człowiek przestaje zauważać, że od miesięcy chodzi z uniesionymi ramionami, zaciśniętym brzuchem i płytkim oddechem. To staje się jego nową normą.

Patrząc na to również z perspektywy terapii holistycznej i Totalnej Biologii, można dostrzec jeszcze jeden ważny wymiar. Organizm nieustannie poszukuje bezpieczeństwa. Jeśli człowiek przez wiele lat żył w przekonaniu, że przetrwanie zależy od jego czujności, ciało będzie próbowało utrzymać pełną kontrolę także na poziomie biologicznym. Jakby każda komórka mówiła: „Nie wolno się rozluźnić, bo wtedy wydarzy się coś złego”.

To nie oznacza, że ciało jest naszym wrogiem. Wręcz przeciwnie. Ono przez cały czas próbuje nas chronić, tylko robi to według programu, który został zapisany dużo wcześniej, niż zdajemy sobie z tego sprawę, w dzieciństwie, w okresie prenatalnym, a czasem jeszcze wcześniej. Programu, który kiedyś był potrzebny, ale dziś coraz częściej staje się źródłem cierpienia.

Czym naprawdę jest odpuszczanie?

Odpuszczanie nie oznacza rezygnacji z odpowiedzialności. To chwila, w której potrzeba kontroli słabnie, a kobieta odkrywa, że świat nie przestaje istnieć, gdy ona na chwilę usiądzie.

Jakie są skutki nadmiernej kontroli?

Nadmierna kontrola odbiera spontaniczność i radość z prostych chwil.

Najbardziej porusza mnie jednak coś innego. Większość kobiet, które żyją w ten sposób, nawet nie zauważa, że kontrola odebrała im spontaniczność. Przestały czuć radość z prostych chwil. Wakacje zamieniły się w logistykę. Święta w projekt do zrealizowania. Macierzyństwo w niekończącą się listę obowiązków. Związek w zarządzanie emocjami partnera. Nawet odpoczynek stał się kolejnym zadaniem do wykonania.

Mówią: „Muszę nauczyć się odpoczywać”, jakby również relaks należało wpisać do kalendarza i perfekcyjnie zrealizować.

Odpuszczanie to nie bałagan ani obojętność

Przecież odpuszczanie nigdy nie polegało na tym, żeby przestać być odpowiedzialną. Nie chodzi o bałagan, rezygnację ani obojętność. Odpuszczanie jest czymś znacznie głębszym. Jest momentem, w którym kobieta po raz pierwszy odkrywa, że świat nie przestaje istnieć tylko dlatego, że ona na chwilę usiadła. Że dzieci nadal potrafią się śmiać, partner potrafi sam zrobić zakupy, obiad może być prostszy, a dom nie musi wyglądać jak z katalogu, żeby nadal był domem.

Dopiero po takim odkryciu można naprawdę nauczyć się odpuszczać.

Przede wszystkim jednak odkrywa coś jeszcze ważniejszego, że jej wartość nigdy nie zależała od liczby rzeczy, które każdego dnia utrzymała w ryzach. Zaczyna rozumieć, że troska o siebie nie jest egoizmem ani luksusem. Jest fundamentem wszystkiego, co daje innym, bo kiedy kobieta żyje w nieustannym napięciu, zmęczeniu i wewnętrznym przymusie, jej ciało, emocje i układ nerwowy nieświadomie przenoszą ten stan na otoczenie. Kiedy odzyskuje spokój, kiedy pozwala sobie odpocząć i wrócić do siebie, zmienia się nie tylko ona. Zmienia się atmosfera w domu, sposób, w jaki rozmawia z bliskimi, jak reaguje na trudności i jak przeżywa codzienność.

Dlaczego troska o siebie nie jest egoizmem?

Troska o siebie nie jest egoizmem, bo tylko ktoś, kto ma siły, może naprawdę pomagać innym. Kiedy zaczynamy troszczyć się o siebie bez poczucia winy, potrzeba kontroli powoli słabnie.

Nie bez powodu w samolocie słyszymy, że w razie zagrożenia najpierw należy założyć maskę tlenową sobie, a dopiero później dziecku. Nie dlatego, że jesteśmy ważniejsi od innych. Dlatego, że tylko człowiek, który ma czym oddychać, jest w stanie naprawdę pomóc drugiemu.

Tak samo jest w życiu. Kobieta, która nieustannie daje z miejsca wyczerpania, prędzej czy później nie będzie miała już czego dawać. Natomiast ta, która najpierw zadba o własne siły, obecność i wewnętrzny spokój przestaje dawać z obowiązku. Zaczyna dawać z obfitości i właśnie wtedy korzystają na tym wszyscy wokół.

Kiedy kontrola przestaje być potrzebna?

Potrzeba kontroli słabnie wtedy, gdy organizm zaczyna doświadczać bezpieczeństwa, akceptacji i obecności.

Od czego zaczyna się droga do odpuszczania?

Gdy ktoś nie umie odpuścić, pierwszym krokiem nie jest nowe postanowienie, tylko dotarcie do źródła lęku. Myślę, że właśnie dlatego droga do odpuszczania nie zaczyna się od wyrzucenia kalendarza ani od decyzji, że od jutra wszystko będzie inaczej. Zaczyna się od spotkania z tą małą dziewczynką, która wiele lat temu uwierzyła, że jeśli choć na chwilę przestanie czuwać, zostanie sama.

Dopóki nadal siedzi w środku przestraszona i przekonana, że od jej czujności zależy przetrwanie całej rodziny, żadna technika zarządzania stresem nie przyniesie trwałej ulgi.

Co się zmienia, gdy organizm czuje się bezpiecznie?

Gdy organizm czuje się bezpiecznie, nadmierna kontrola przestaje być konieczna.

Kiedy jednak zaczyna doświadczać czegoś, czego być może nigdy wcześniej nie zaznała: bezpieczeństwa, akceptacji i obecności, kontrola powoli przestaje być konieczna. Nie dlatego, że ktoś ją do tego zmusił. Dlatego, że organizm po raz pierwszy od wielu lat przestaje być na wojnie. Pojawia się zrozumienie. To, co przez lata było jedynie nieświadomym przymusem, zostaje nazwane, zobaczone i przyjęte. A to właśnie od uświadomienia zaczyna się prawdziwa zmiana.

Pierwszy znak, że kontrola słabnie

Pierwszy znak jest drobny: coś zostaje niedopilnowane, a świat się nie wali i chyba właśnie to jest najpiękniejszy moment terapii. Nie wtedy, kiedy kobieta mówi: „Nauczyłam się odpuszczać”. Najbardziej wzruszający jest ten dzień, kiedy opowiada zupełnie mimochodem: „Wiesz… Wczoraj czegoś nie dopilnowałam. Kiedyś wpadłabym w panikę, a teraz po prostu pomyślałam: trudno. Świat się nie zawalił”.

Dla kogoś z zewnątrz to drobiazg. Dla niej to początek nowego życia. Bo pierwszy raz od bardzo dawna nie wygrała kontrola i stojący za nią lęk. Wygrało poczucie bezpieczeństwa i właśnie wtedy odpuszczanie przestaje być wysiłkiem, a staje się czymś naturalnym, spokojnym oddechem człowieka, który nie musi już nieustannie udowadniać sobie i światu, że wszystko utrzyma w swoich rękach.

Dlaczego jedni umieją odpuścić, a inni nie?

To, czy odpuszczanie przychodzi łatwo, czy wydaje się niemal niemożliwe, zależy od własnej historii: dzieciństwa, doświadczeń i wzorców wyniesionych z domu, a nie od siły charakteru. Z tej historii bierze się też potrzeba kontroli.

Nie każda kobieta ma tak samo. Jednej troska o własny dobrostan przychodzi niemal naturalnie, druga przez całe życie uczy się, że najpierw są wszyscy inni, a dopiero gdzieś na końcu ona sama. Nie jest to kwestia siły charakteru ani słabości.

Każda z nas niesie własną historię. Własne dzieciństwo, własne doświadczenia, przekonania wyniesione z domu, a także programy i wzorce przekazywane z pokolenia na pokolenie. To wszystko sprawia, że dla jednej odpuszczenie jest czymś oczywistym, a dla drugiej wydaje się niemal niemożliwe.

Najważniejsze jest jednak to, aby w pewnym momencie swojego życia każda kobieta odważyła się zrozumieć jedną prostą, choć dla wielu niezwykle trudną prawdę, że ona również jest ważna. Nie bardziej niż inni, ale też nie mniej.

Kiedy zaczynamy troszczyć się o siebie bez poczucia winy, kiedy zatrzymujemy się, by usłyszeć, co od dawna próbuje powiedzieć nam ciało, kiedy z odwagą przyglądamy się temu, skąd bierze się nasze napięcie, lęk i potrzeba kontrolowania wszystkiego, wtedy powoli zaczynamy uwalniać to, co już nam nie służy.

Właśnie wtedy życie przestaje być nieustanną walką o przetrwanie. Zaczyna być miejscem, w którym można oddychać pełniej, żyć z większą lekkością, spokojem i coraz większym zaufaniem do siebie, do swojego ciała i do samego życia.

Jak nauczyć się odpuszczać?

Odpuszczania nie da się wymusić siłą woli. Uczymy się go małymi krokami, kiedy układ nerwowy odzyskuje poczucie bezpieczeństwa, a potrzeba kontroli słabnie sama.

Odpuszczanie zaczyna się od małych kroków

Kobieta, która nie umie odpuścić, nie zmieni wszystkiego naraz. Zaczyna od drobnych chwil. Jak więc nauczyć się odpuszczać? Paradoksalnie nie od odpuszczania należy zacząć. Przez lata obserwowania kobiet zrozumiałam, że odpuszczanie nie jest tylko umiejętnością, którą można wyćwiczyć siłą woli. Jest skutkiem czegoś znacznie głębszego.

Kiedy układ nerwowy zaczyna odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa, kiedy ciało przestaje żyć w ciągłej gotowości, kiedy kobieta z odwagą przygląda się swoim historiom, przekonaniom i temu, co nosi od lat, wtedy kontrola zaczyna słabnąć sama. Nie z dnia na dzień. Nie spektakularnie. Najpierw pojawiają się drobne momenty. Jednego dnia nie poprawi po kimś ręcznika. Innym razem pozwoli dziecku zrobić coś po swojemu. Nie odpowie od razu na każdą wiadomość. Usiądzie na dziesięć minut z kawą bez poczucia winy.

To właśnie z takich pozornie niewielkich chwil rodzi się nowe doświadczenie. Organizm uczy się, że świat nie rozpada się wtedy, kiedy przestajemy go kurczowo trzymać. I właśnie tak, małymi krokami, odpuszczanie przestaje być decyzją, a staje się nowym sposobem życia.

Spokój zamiast ciągłej kontroli

Celem nie jest perfekcja, tylko spokój, w którym nadmierna kontrola nie jest już potrzebna. Tego właśnie życzę każdej kobiecie. Nie perfekcji. Nie życia bez problemów. Nie nieustannego rozwoju. 

Życzę jej, aby odnalazła w sobie taką miłość do samej siebie, która nie rodzi się z ego ani z potrzeby udowadniania swojej wartości, ale z głębokiego przekonania, że już dziś jest wystarczająca. Miłością cichą, dojrzałą i prawdziwą. Taką, która płynie prosto z serca i jest zgodna z tym, czego od zawsze pragnęła jej dusza, bo to właśnie z takiej miłości rodzi się spokój, a ze spokoju rodzi się życie, którego nie trzeba już bez przerwy kontrolować.

Agnieszka Gałązka

Agnieszka Gałązka – Terapia Holistyczna & Coaching Transformacji.

Specjalizuje się w pracy z psychosomatyką, emocjami oraz odkrywaniem biologicznego sensu objawów i chorób na podstawie Totalnej Biologii i Recall Healing. Pomaga kobietom zrozumieć, w jaki sposób doświadczenia życiowe, stres i niewyrażone emocje wpływają na ciało, relacje oraz codzienne funkcjonowanie.

Wspiera kobiety w procesie transformacji emocjonalnej, odzyskiwania wewnętrznej równowagi oraz budowania życia w większej świadomości i zgodzie ze sobą. Pracuje terapeutycznie, zdrowotnie i coachingowo, pomagając zrozumieć emocjonalne źródła trudności, odzyskać sprawczość oraz świadomie realizować cele zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Skąd się bierze potrzeba kontroli?

Potrzeba kontroli rzadko jest cechą charakteru. Według terapeutki holistycznej Agnieszki Gałązki znacznie częściej to strategia przetrwania, której człowiek nauczył się w dzieciństwie, na przykład w domu pełnym chaosu albo przy rodzicu uzależnionym, chorym psychicznie lub emocjonalnie nieobecnym. Układ nerwowy zapamiętuje ten sposób działania i powtarza go także w dorosłym życiu, choć zagrożenie dawno minęło.

Jakie są objawy nadmiernej kontroli?

Agnieszka Gałązka zauważa, że kobiety rzadko mówią wprost o problemie z kontrolą. Częściej skarżą się, że są zmęczone, nie potrafią odpocząć i nie umieją wyłączyć głowy. Objawy nadmiernej kontroli widać też w ciele. Są to napięciowe bóle głowy, sztywność karku i barków, zaciskanie szczęki podczas snu, bezsenność, przewlekłe zmęczenie, zaburzenia trawienia oraz kołatania serca mimo prawidłowych wyników badań.

Dlaczego nie umiem odpuścić, choć bardzo chcę?

Samo postanowienie nie wystarczy, bo nie można zmienić zachowania, jeśli ciało nadal żyje w poczuciu zagrożenia. Agnieszka Gałązka porównuje to do tonącego człowieka: nie przestanie machać rękami, dopóki nie poczuje gruntu pod nogami. Ktoś, kto nie umie odpuścić, potrzebuje najpierw poczucia bezpieczeństwa, a dopiero potem zmiany nawyków.

Jak nauczyć się odpuszczać?

Agnieszka Gałązka podkreśla, że nie zaczyna się od samego odpuszczania. Aby nauczyć się odpuszczać, trzeba najpierw dotrzeć do źródła lęku i pozwolić układowi nerwowemu odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Potem przychodzą drobne kroki: nie poprawić po kimś ręcznika, pozwolić dziecku zrobić coś po swojemu, usiąść na dziesięć minut z kawą bez poczucia winy.

Czy potrzeba kontroli może przechodzić z pokolenia na pokolenie?

Agnieszka Gałązka wskazuje, że czasem nosimy ten program w lojalności wobec własnego rodu. Jeśli ktoś w rodzinie musiał kiedyś żyć w nieustannej czujności, kolejne pokolenia mogą to nieświadomie powtarzać. Psychologia nazywa to przymusem powtarzania, a podejście transgeneracyjne lojalnością wobec systemu rodzinnego.

Czy odpuszczanie oznacza rezygnację z odpowiedzialności?

Nie. Agnieszka Gałązka wyjaśnia, że odpuszczanie nie oznacza bałaganu, rezygnacji ani obojętności. To moment, w którym kobieta odkrywa, że świat nie przestaje istnieć tylko dlatego, że ona na chwilę usiadła i że jej wartość nie zależy od liczby rzeczy, które każdego dnia utrzyma w ryzach.

Kim jest Agnieszka Gałązka?

Agnieszka Gałązka jest certyfikowaną terapeutką holistyczną oraz terapeutką Totalnej Biologii i Recall Healing. Ukończyła Szkołę Terapeutów Odnowa w Gdańsku oraz studia podyplomowe z coachingu i mentoringu na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Z klientkami pracuje indywidualnie od 2022 roku.

Czy na Portalu Ekspertek znajdę inne sprawdzone ekspertki od zdrowia i biznesu kobiet? 

Tak, zweryfikowane specjalistki znajdziesz w katalogu Portalu Ekspertek. Każda ma własną wizytówkę z opisem, specjalizacją i kontaktem, więc trafiasz wprost do konkretnej osoby.

Czym jest Portal Ekspertek? 

Portal Ekspertek to katalog, w którym specjalistki są widoczne niezależnie od zasięgów w social mediach, a Ty jednym kliknięciem docierasz do zweryfikowanej ekspertki w danej dziedzinie, bez przekopywania się przez Instagram czy przypadkowe polecenia z grup.

Nie umiem odpuścić. Skąd się bierze potrzeba kontrolowania wszystkiego i co z nią zrobić – wyjaśnia terapeutka Agnieszka Gałązka

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *