
Katarzyna Szczotka w cyklu wywiadów “Kobiety z Mocą 2026”
Magdalena Szewczuk
26 sierpnia 2026
Fitoterapeutka, zielarka, dietetyczka i biohacking coach oraz twórczyni marek naturalnych suplementów adaptogennych Mystic Yellow oraz My Holistic Space.
Specjalizuje się w pracy z układem nerwowym, rytmem dobowym, snem, zdrowiem hormonalnym kobiet, żywieniem funkcjonalnym oraz biologiczną regulacją organizmu.
Łączy fitoterapię, adaptogeny, suplementację, neurobiologię stresu i biohacking kobiecy, wspierając kobiety w odzyskaniu energii, równowagi i odporności organizmu na stres.
“Tworzę autorskie receptury adaptogenne oparte na w 100% naturalnych składnikach roślinnych najwyższej jakości. Produkcja wykorzystuje rzemieślniczą metodę podwójnej ekstrakcji, pozwalającą zachować pełne spektrum naturalnych związków aktywnych, a starannie dobrane i przebadane surowce są naszym priorytetem.
Opracowuję autorskie protokoły adaptogenne wspierające układ nerwowy, energię, sen i równowagę organizmu.
Edukuję kobiety w zakresie adaptogenów, odporności na stres, regeneracji i zdrowia funkcjonalnego, a także wspieram je w budowaniu większej odporności biologicznej i psychofizycznej”.– Kasia Szczotka
W ramach praktyki doceniania własnej wartości powiedz o sobie dokładnie to, co zawsze chciałaś powiedzieć na głos bez skrępowania i skromności.
Kiedy przeczytałam to pytanie, zdałam sobie sprawę, że jeszcze kilka lat temu miałabym opór, żeby odpowiedzieć na nie naprawdę wprost. Dziś już go nie mam.
Wiem, że jestem kobietą bardzo sprawczą, odważną i konsekwentną. Jeśli w coś naprawdę wierzę, potrafię za tym iść, nawet kiedy wymaga to zmiany kierunku, zaczynania od nowa albo podejmowania decyzji, które dla innych mogą wydawać się ryzykowne. Mam w sobie ogromną ciekawość świata, szybko się uczę i potrafię łączyć wiedzę z bardzo różnych obszarów w jedną całość.
Jednocześnie mam bardzo silną intuicję i dużą wrażliwość na drugiego człowieka. Potrafię słuchać, czytać między słowami i dostrzegać potrzeby, które nie zawsze są wypowiedziane wprost. To jest coś, co bardzo pomaga mi zarówno w pracy z kobietami, jak i w biznesie. Nie działam szablonowo. Lubię patrzeć szerzej, zadawać pytania i szukać rozwiązania dopasowanego do konkretnego człowieka.
Jestem też bardzo wielowymiarowa. Potrafię łączyć biznes, naukę, intuicję, empatię i duchowość, nie czując już potrzeby, żeby wybierać tylko jedną z tych części siebie.
I chyba właśnie to uważam dziś za jedną ze swoich największych wartości – że nie próbuję mieścić się w jednej roli ani w jednym schemacie.
Jaką cenę zapłaciłaś za miejsce, w którym jesteś dzisiaj w biznesie?
Nie wiem, czy nazwałabym to ceną. Wolę myśleć o tym, jak o części mojego dorobku i doświadczenia, które mnie ukształtowało.
Po drodze straciłam część relacji. Nie wszystkie osoby były w stanie rozwijać się w tym samym kierunku co ja, a w niektórych relacjach musiałam po prostu postawić granice i stanąć po swojej stronie. Był też ogrom czasu, który inwestowałam w naukę, rozwój i budowanie tego, w co wierzyłam – czasami kosztem czasu dla siebie czy najbliższych.
Były momenty bardzo dużego przeciążenia i życia na wysokich obrotach. Był też moment, kiedy coś, co budowałam przez lata, musiałam właściwie zburzyć i zacząć od początku. Nikt nie dawał mi gwarancji, że po raz kolejny się uda. Najłatwiej byłoby wtedy wybrać bezpieczniejszą drogę, ale ja nigdy nie potrafiłam porzucić czegoś, tylko dlatego, że stało się trudne.
Dzisiaj nie żałuję ani tych decyzji, ani błędów, ani porażek. To właśnie one dały mi doświadczenie, pokorę i odporność, których nie zdobywa się wtedy, kiedy wszystko idzie po maśle.
I czy było warto?
Zdecydowanie. Bo dziś żyję w miejscu, o którym kiedyś nawet nie marzyłam i robię dokładnie to, w co wierzę. Dla mnie trudno o większą definicję sukcesu.
Co musiałaś odpuścić, ograniczyć albo przeformułować, żeby to udźwignąć?
A może wręcz przeciwnie – wszystko szło zawsze jak po maśle?
Musiałam odpuścić w sobie potrzebę kontroli. To nie wydarzyło się szybko, był to proces rozłożony na lata. Z czasem zrozumiałam, że kontrola daje pozorne poczucie bezpieczeństwa, ale w biznesie bardzo często staje się ograniczeniem.
Drugą rzeczą był perfekcjonizm. Dziś widzę wyraźnie, że moment, w którym przestałam czekać, aż wszystko będzie idealne, paradoksalnie bardzo przyspieszył mój rozwój. Zaczęłam działać szybciej, testować, wyciągać wnioski i korygować kierunek w trakcie. To jest dla mnie dużo dojrzalszy sposób budowania biznesu niż próba przewidzenia wszystkiego na starcie.
Musiałam też nauczyć się delegowania i zaufania do ludzi. Kiedyś długo żyłam w przekonaniu, że jeśli zrobię coś sama, zrobię to najlepiej. Dziś wiem, że dobry lider nie powinien być najważniejszą osobą w każdym procesie. Powinien stworzyć ludziom przestrzeń, w której mogą wnieść własne kompetencje i odpowiedzialność.
Zmieniło się również moje podejście do ambicji. Po zostaniu mamą musiałam zaakceptować, że nie każdy etap życia pozwala rozwijać się w tym samym tempie. To było dla mnie ważne przeformułowanie. Nie oznacza rezygnacji z ambicji, tylko większą świadomość tego, gdzie chcę inwestować swoją energię. Dlatego dziś bardzo świadomie chronię regenerację, czas z rodziną i własne zasoby. Ograniczam projekty, relacje i zobowiązania, które nie są zgodne z moim kierunkiem.
Nauczyłam się, że dojrzałość w biznesie polega nie tylko na tym, żeby wiedzieć, kiedy powiedzieć „tak”, ale przede wszystkim, kiedy powiedzieć „nie”.
Co robisz, kiedy przychodzi spadek formy, a trzeba działać?
Dzisiaj przede wszystkim nie traktuję spadku formy jako czegoś, co trzeba za wszelką cenę pokonać. Raczej jako informację. To zresztą jest bardzo bliskie temu, czego uczę kobiety, jak budować elastyczny układ nerwowy, który nadąża za naszym tempem życia, ale nie pracuje permanentnie ponad swoje możliwości.
Bardzo dobrze znam swoje ciało i nauczyłam się planować pracę zgodnie z jego rytmem. Wiem na przykład, że pod koniec cyklu mam mniej zasobów, więc nie planuję wtedy najbardziej wymagających projektów ani kluczowych decyzji. Nie czekam, aż organizm mnie zatrzyma, staram się reagować wcześniej.
Jeżeli widzę realne przeciążenie, nie podejmuję ważnych decyzji pod presją. To jedna z moich żelaznych zasad.
Daję sobie więcej regeneracji, dbam o sen, ograniczam stymulację i wracam do fundamentów. Bardzo lubię też pracować na danych – korzystam z Garmina i Oury, więc obserwuję sen, gotowość, obciążenie i reakcję organizmu na stres. To pomaga mi weryfikować to, co czuję.
Kiedyś działałam zupełnie inaczej, potrafiłam cisnąć mimo zmęczenia tylko po to, żeby odhaczyć kolejne zadania. Dzisiaj pracuję znacznie mądrzej. Nie potrzebuję dawać z siebie 100% każdego dnia. Czasami 70% jest najlepszą decyzją, jaką można podjąć.
Moja zasada jest bardzo prosta: kiedy ciało mówi, że trzeba zwolnić, słucham go. Bo ciało bardzo rzadko kłamie, a ignorowanie jego sygnałów, zwykle kosztuje znacznie więcej, niż jeden wolniejszy dzień.
Czy masz swój „protokół” na trudne dni?
Podzielę się trzema rzeczami, które są dla mnie absolutnym minimum.
Pierwsza to sen. To moja żelazna zasada. Bez snu nie ma regeneracji, a bez regeneracji trudno mówić o stabilnej energii, koncentracji czy odporności na stres. Gdybym miała wybrać tylko jedną rzecz, w którą warto inwestować każdego dnia, wybrałabym osiem godzin naprawdę regeneracyjnego snu.
Druga rzecz to ograniczenie bodźców i ochrona własnej energii. W trudniejszy dzień nie dokładam sobie stymulacji, ograniczam telefon, pilnuję ruchu i skupiam się wyłącznie na tym, co rzeczywiście jest najważniejsze i mieści się w moich aktualnych zasobach.
Trzeci element to regulacja układu nerwowego. Korzystam z technik oddechowych i adaptogenów, roślin, które są jednym z głównych obszarów mojej specjalizacji. m.in. ashwagandhy czy tulsi, które wspierają odporność na stres. Do tego dbam o balans między czasem w ciszy i skupieniu a kontaktem z bliskimi.
Mój protokół na trudny dzień tak naprawdę zaczyna się jednak od jednej rzeczy: od słuchania własnego ciała i adekwatnej reakcji na to, czego ono w danym momencie potrzebuje.
Jaki mit o Twojej branży najbardziej szkodzi kobietom przedsiębiorczym?
Najbardziej szkodzi nam przekonanie, że jeśli chcemy osiągać więcej, musimy cały czas robić więcej.
W praktyce bardzo często jest odwrotnie. Przeciążony układ nerwowy nie potrzebuje kolejnej kawy, suplementu, bodźca ani jeszcze większej dyscypliny. Potrzebuje powrotu do podstaw: snu, regeneracji, nawodnienia, ruchu, odżywienia i przestrzeni, w której organizm przestaje funkcjonować w trybie ciągłego alarmu.
Mam wrażenie, że szczególnie sen traktujemy bardzo po macoszemu, a przecież to jeden z najważniejszych fundamentów energii, odporności na stres i procesów hormonalnych. Kładziemy się wyczerpane, budzimy się wyczerpane, a później szukamy energii wszędzie, tylko nie u źródła.
I jednocześnie dbanie o układ nerwowy nie oznacza rezygnacji z ambicji ani życia na zwolnionych obrotach. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby zbudować taki poziom odporności i elastyczności, który pozwala nam realizować nasze cele bez permanentnego działania kosztem siebie.
Dlatego bardzo wierzę w zasadę: najpierw minimum. Powtarzalne, czasem wręcz nudne fundamenty. Bo największa magia, której szukamy, często kryje się właśnie w rzeczach, których unikamy, bo wydają nam się zbyt proste albo zbyt nudne.
Jeśli mogłabyś dać kobietom jedną umiejętność, która pomoże im w samorealizacji lub prowadzeniu biznesu – co by to było?
Gdybym mogła dać kobietom jedną umiejętność, byłaby to umiejętność słuchania siebie własnego głosu, ciała i intuicji.
Bardzo często, kiedy zadaję kobietom pytania, widzę, że odpowiedź już w nich jest. Potrzebują tylko chwili zatrzymania, żeby naprawdę siebie usłyszeć. I właśnie ten moment autorefleksji potrafi zmienić bardzo dużo, bo pozwala odróżnić to, czego naprawdę chcemy, od tego, czego oczekuje od nas otoczenie.
Wiedza jest potęgą, ale bez zaufania do siebie można bez końca szukać kolejnych odpowiedzi na zewnątrz. Dlatego dla mnie tak ważne jest, żeby kobieta potrafiła zapytać samą siebie: „Co ja naprawdę czuję? Czego ja chcę? Co ja bym zrobiła, gdybym nie bała się oceny innych?”.
A potem przychodzi druga część, odwaga, żeby za tym głosem pójść. Nawet wtedy, kiedy nie ma gwarancji sukcesu. Ja sama bardzo mocno wierzę w działanie pomimo lęku. Nie w brak lęku, tylko w to, żeby nie pozwolić mu decydować za nas, bo samorealizacja zaczyna się właśnie tam, gdzie przestajemy żyć według cudzych oczekiwań, a zaczynamy ufać sobie na tyle, żeby budować życie po swojemu.
Jak przewidujesz, że będzie wyglądała Twoja branża w najbliższych 3 latach i jak się na to przygotować?
Myślę, że w ciągu najbliższych trzech lat bardzo mocno urośnie wszystko, co dziś skupia się wokół układu nerwowego: sen, regeneracja, odporność na stres, biohacking, praca z danymi i adaptogeny. Mam wrażenie, że za kilka lat będziemy mówić o tych obszarach z podobną naturalnością, z jaką dziś mówimy o jodze czy aktywności fizycznej. Ten trend bardzo wyraźnie widać już w Stanach Zjednoczonych.
Będziemy też odchodzić od przypadkowego „brania czegoś na energię” w stronę bardziej celowanej i spersonalizowanej suplementacji. Jednocześnie kobiety będą coraz lepiej rozumiały własną fizjologię: cykliczność, sen, HRV, gospodarkę glukozowo-insulinową czy wpływ stresu na codzienne funkcjonowanie.
Ogromny potencjał widzę w adaptogenach. Jednocześnie jest to obszar, który bardzo potrzebuje dobrej edukacji. W Europie komunikacja dotycząca właściwości roślin jest mocno regulowana, a część oświadczeń dotyczących botanicals nadal pozostaje nierozstrzygnięta na poziomie unijnym. To powoduje pewien paradoks: zainteresowanie adaptogenami rośnie szybciej niż wiedza konsumentów na ich temat. Ashwagandha stała się bardzo popularna, podczas gdy jest przecież tylko jedną z wielu niezwykle interesujących roślin adaptogennych.
Największym wyzwaniem nie będzie jednak brak informacji, tylko ich nadmiar. Już dziś mamy dostęp do ogromnej liczby badań, ekspertów, aplikacji, urządzeń i kolejnych „hacków”. Coraz ważniejszą kompetencją będzie więc nie zdobywanie następnej informacji, tylko umiejętność wybrania tego, co naprawdę służy nam i naszemu organizmowi.
Dlatego przygotowanie do przyszłości widzę trochę przewrotnie: im bardziej technologiczny i przestymulowany będzie świat, tym bardziej będziemy potrzebować powrotu do fundamentów. Dobrego snu, regeneracji, ruchu, odżywienia, światła dziennego, relacji i umiejętności regulowania własnego układu nerwowego. Technologia może nam pomóc lepiej siebie zrozumieć, ale nie zastąpi podstaw.
“WYREGULOWANY UKŁAD NERWOWY TO PRZEWAGA WSPÓŁCZESNEJ KOBIETY”.
– Kasia Szczotka
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie Kasi – zapraszam Cię na jej wizytówkę na Portalu Ekspertek Czerwonej Szpilki tutaj.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Kim jest Katarzyna Szczotka?
Katarzyna Szczotka to fitoterapeutka, zielarka, dietetyczka i biohacking coach. Jest twórczynią marek naturalnych suplementów adaptogennych Mystic Yellow oraz My Holistic Space. Specjalizuje się w pracy z układem nerwowym, rytmem dobowym, snem i zdrowiem hormonalnym kobiet, łącząc fitoterapię, adaptogeny, neurobiologię stresu i biohacking.
Czym są adaptogeny i jak działają?
Adaptogeny to rośliny wspierające zdolność organizmu do radzenia sobie ze stresem. Pomagają układowi nerwowemu wrócić do równowagi, zamiast pozostawać w trybie ciągłego alarmu. Katarzyna Szczotka wskazuje między innymi ashwagandhę i tulsi jako rośliny wspierające odporność na stres. Podkreśla, że ashwagandha to tylko jedna z wielu roślin adaptogennych, choć stała się najbardziej rozpoznawalna.
Na czym polega metoda podwójnej ekstrakcji?
Podwójna ekstrakcja to rzemieślnicza metoda pozyskiwania związków aktywnych z roślin. Pozwala zachować pełne spektrum naturalnych związków, które nie rozpuszczają się w jednym rozpuszczalniku. Dzięki temu receptura oddaje szersze bogactwo substancji zawartych w surowcu roślinnym.
Ile snu potrzeba, żeby organizm się zregenerował?
Według Katarzyny Szczotki fundamentem regeneracji jest osiem godzin naprawdę regeneracyjnego snu. Bez snu nie ma regeneracji, a bez niej trudno o stabilną energię, koncentrację i odporność na stres. Sen nazywa swoją żelazną zasadą i jednym z najważniejszych filarów zdrowia hormonalnego.
Czym jest biohacking kobiecy?
Biohacking kobiecy to świadome wspieranie organizmu w zgodzie z jego fizjologią i rytmem. Obejmuje pracę ze snem, cyklicznością, HRV, gospodarką glukozowo-insulinową oraz reakcją organizmu na stres. Katarzyna Szczotka korzysta z danych z urządzeń takich jak Garmin i Oura, żeby weryfikować to, co czuje ciało.
Czy dbanie o układ nerwowy oznacza rezygnację z ambicji?
Nie. Katarzyna Szczotka podkreśla, że praca z układem nerwowym nie jest życiem na zwolnionych obrotach. Chodzi o zbudowanie takiego poziomu odporności i elastyczności, który pozwala realizować cele bez działania kosztem siebie. Wyregulowany układ nerwowy nazywa przewagą współczesnej kobiety.
Co robić, gdy przychodzi przeciążenie, a trzeba działać?
Warto potraktować spadek formy jako informację, nie przeszkodę do pokonania siłą. Katarzyna Szczotka nie podejmuje wtedy ważnych decyzji pod presją, daje sobie więcej regeneracji, dba o sen i ogranicza bodźce. Jej zasada jest prosta: kiedy ciało mówi, że trzeba zwolnić, trzeba go posłuchać.
Jaki mit najbardziej szkodzi kobietom przedsiębiorczym?
Najbardziej szkodzi przekonanie, że żeby osiągać więcej, trzeba cały czas robić więcej. Przeciążony układ nerwowy nie potrzebuje kolejnej kawy, suplementu ani większej dyscypliny, tylko powrotu do podstaw: snu, regeneracji, nawodnienia, ruchu i odżywienia.





