
Wioletta Pecka w cyklu wywiadów “Kobiety z Mocą 2026”
Czerwona Szpilka
15 kwietnia 2026
Jest księgową z pasją do porządku, liczb i ludzi. W RACHOLOGII stawia na partnerską współpracę, zaufanie i nowoczesne rozwiązania. Pomaga przedsiębiorcom prowadzić firmy z lekkością – bo dobra księgowość to nie tylko obowiązek, ale też fundament stabilnego i spokojnego biznesu.
TWOJA KSIĘGOWA. TWÓJ PARTNER W BIZNESIE. TWÓJ SPOKÓJ.
Wioletta łączy doświadczenie głównej księgowej publicznego zakładu opieki zdrowotnej z nowoczesnym podejściem do finansów i technologii. Wspiera firmy, które cenią sobie porządek, przejrzystość i partnerską współpracę.
Pomaga nie tylko prowadzić księgi, ale też zrozumieć liczby i wykorzystać je w podejmowaniu świadomych decyzji biznesowych.
W ramach praktyki doceniania własnej wartości powiedz o sobie dokładnie to, co zawsze chciałaś powiedzieć na głos bez skrępowania i skromności.
Z natury jestem osobą skromną i przez długi czas miałam trudność z mówieniem o sobie w pozytywny sposób – zwłaszcza na głos. Raczej wolałam działać, niż się chwalić, ale skoro zostałam postawiona „przed tablicę”, pozwolę sobie powiedzieć to, co zwykle zostaje tylko w mojej głowie.
Uważam się za bardzo silną kobietę. Taką, która potrafi wziąć odpowiedzialność, wytrwać i zrobić naprawdę wiele, żeby osiągnąć cele, które sobie wyznaczy. Z perspektywy czasu widzę też, że jestem odważniejsza, niż przez lata o sobie myślałam – podejmowałam decyzje, które wymagały spokoju, determinacji i odwagi, także w momentach, gdy wiary w siebie nie miałam wcale.
I dziś mogę to powiedzieć bez zawstydzenia: są obszary, w których jestem naprawdę dobra. 😊
Jaką cenę zapłaciłaś za miejsce, w którym jesteś dzisiaj w biznesie? Co musiałaś odpuścić, ograniczyć albo przeformułować, żeby to udźwignąć? A może wręcz przeciwnie – wszystko szło zawsze jak po maśle?
Droga do miejsca, w którym jestem dziś w biznesie, miała swoją wysoką cenę i nie chodzi tylko o ciężką pracę, choć tej było naprawdę dużo, ale przede wszystkim o czas. A czas jest wartością, której nie da się odzyskać ani odkupić. Szczególnie ten, który mogłam spędzić z dziećmi, a spędzałam go w pracy albo na nauce.
Życie nie było dla mnie łaskawe, ale nigdy się nie poddałam i z tego jestem najbardziej dumna.
Urodziłam się i wychowałam w małym mieście na Podkarpaciu, gdzie mieszkam i pracuję do dziś. Perspektywy rozwoju były tu ograniczone – niewielki wybór szkół, jeszcze mniejszy miejsc pracy. Dorastałam w środowisku, w którym wszyscy pracowali na etacie, a jedyny znany mi schemat brzmiał: ucz się, znajdź dobrą pracę i pracuj tam do emerytury. O własnej firmie nikt nawet nie myślał.
Szkołę średnią ukończyłam w „Ekonomiku” na kierunku technik handlowiec. Wybór ten spotkał się z kpinami. Słyszałam, że po tej szkole najwyżej będę pracować w sklepie. Jakby to było coś złego. Ja jednak wiedziałam swoje: ten kierunek dawał mi podstawy z rachunkowości, ekonomii, marketingu i informatyki. Już wtedy intuicyjnie czułam, że chcę być księgową i że w przyszłości będę prowadzić własną firmę – nawet jeśli był to pomysł wykraczający poza to, co wtedy uznawano za „normalną” drogę.
Po technikum dostałam się na studia licencjackie z finansów i rachunkowości w Rzeszowie. Równolegle rozpoczęłam staż w zakładzie opieki zdrowotnej – miejscu, które szybko stało się dla mnie ważnym zawodowo doświadczeniem. To właśnie tam, jako bardzo młoda osoba, musiałam udowodnić, że zasługuję na to miejsce. Pracowałam intensywnie, szybko przestając być „stażystką” – brałam na siebie coraz trudniejsze zadania, uczyłam się w biegu i budowałam zaufanie, aż w końcu, po zakończonym stażu, zaproponowano mi zatrudnienie na stanowisku samodzielnej księgowej. Kilka miesięcy później sporządziłam swoje pierwsze sprawozdanie finansowe. Dziś wiem, jak duże to było wyzwanie – wtedy po prostu robiłam wszystko najlepiej, jak potrafiłam.
Przez lata pracowałam po 8 – 12 godzin dziennie, a w weekendy dojeżdżałam ponad 90 km na studia. Wracałam w niedzielę przed północą, by w poniedziałek rano znów być w pracy. Finansowo było bardzo trudno – czesne pochłaniało niemal całość moich dochodów. W małym miasteczku słyszałam komentarze, że „miałam szczęście”, że „mam dobrą pracę tylko dlatego, że mam znajomości”. Nikt nie widział tej drugiej strony tego, jak ciężko pracowałam. Ja zresztą nikomu niczego nie tłumaczyłam – po prostu robiłam swoje.
Sytuacja materialna zmusiła mnie do podjęcia dodatkowej pracy – przez 5 lat równolegle pracowałam jako główna księgowa w bibliotece publicznej. W tym czasie urodziłam drugie dziecko, studiowałam dalej, kończyłam studia magisterskie i podyplomowe, robiłam kursy i szkolenia. Gdy moje rówieśniczki wychodziły na spotkania czy imprezy, ja siedziałam nad książkami albo byłam w pracy.
Kilka lat później, za namową męża, otworzyliśmy pierwszą działalność gospodarczą – pizzerię. To była jedna z najtrudniejszych, ale też najcenniejszych lekcji w moim życiu. Nauczyłam się, jak wielu rzeczy nie wolno robić w biznesie: zaczynać bez zabezpieczenia finansowego, bez wiedzy o zarządzaniu ludźmi, negocjacjach, umowach i w najgorszym możliwym momencie gospodarczym (był to czas, w którym upadła jedna z większych fabryk w naszym mieście w wyniku czego wiele osób z okolic straciło pracę). Firma upadła, a my zostaliśmy z ogromnymi długami.
W tym samym czasie urodziło się nasze trzecie dziecko.
Wiem, jak to jest, gdy każdy list od listonosza powoduje ścisk w żołądku.
Wiem, jak to jest nie mieć pieniędzy na jedzenie, gdy ZUS spóźnia się z wypłatą zasiłku macierzyńskiego.
Wiem, jak to jest słyszeć od banku, że możesz stracić dom.
Wiem, jak to jest, gdy nie ma się nikogo, kto pomoże, wesprze i podpowie, co można zrobić w takiej sytuacji.
I wiem, jak to jest, gdy stres i brak wartościowego jedzenia sprawiają, że tracisz pokarm i nie możesz karmić piersią własnego dziecka. To wszystko przeżyłam.
Byliśmy z mężem na samym dnie, ale dzięki temu mieliśmy się od czego odbić.
Po latach spłaciliśmy wszystkie długi i zaczęliśmy od nowa. Dla mojego męża był to dowód, że działalność gospodarcza nie ma sensu. Dla mnie – bezcenne doświadczenie. Spisałam wszystkie popełnione błędy i zaczęłam intensywnie uczyć się nie tylko rachunkowości, ale też negocjacji, sprzedaży, marketingu i kompetencji miękkich.
Mijały lata, a ja wciąż pracowałam na etacie. Po 23 latach zrozumiałam, że to nie jest życie, o jakim marzyłam i wtedy, niemal intuicyjnie otworzyłam własne biuro rachunkowe. Początkowo działałam równolegle z etatem, spokojnie, bez pośpiechu, ucząc się prowadzenia firmy krok po kroku. Po ponad roku złożyłam wypowiedzenie z etatu i w pełni postawiłam na siebie.
Dziś jestem w innym miejscu. Silniejsza, bardziej świadoma i spokojniejsza. Mam kolejne cele i marzenia i wiem, że mogę więcej, niż kiedykolwiek myślałam, że mogę.
Co robisz, kiedy przychodzi spadek formy, a trzeba działać? Czy masz swój “protokół” na trudne dni?
Tak, mam swój „protokół” na trudne dni. Bez niego nie dałabym rady udźwignąć wszystkich obowiązków, które mam na co dzień.
Kiedy czuję przemęczenie psychiczne, idę na siłownię. To dla mnie najlepszy sposób, żeby dosłownie „wypocić” napięcie i stres. Bardzo lubię zajęcia grupowe, nie przepadam za to za ćwiczeniem w pojedynkę. Energia ludzi wokół potrafi mnie ponieść wtedy, gdy sama nie mam już siły na więcej.
Zdarzają się też momenty, gdy jestem zmęczona jednocześnie psychicznie i fizycznie. Wtedy wybieram zupełnie inny tryb – kładę się na kanapie, przykrywam kocem i z herbatą w ręku sięgam po dobrą książkę. To mój sposób na prawdziwe zatrzymanie się i regenerację.
A jeśli dopada mnie taki zwyczajny, życiowy „dół”, ratują mnie rozmowy. Spotkania z koleżankami na żywo, a jeśli się nie da, to chociaż na wideorozmowie. Czasem wystarczy godzina czy dwie takiej odskoczni od codziennych spraw, po której naprawdę wraca mi energia i mogę wrócić do działania.
Jaki mit o Twojej branży najbardziej szkodzi kobietom przedsiębiorczym?
Pracując ponad 24 lata w branży medycznej, zauważyłam pewną bardzo wyraźną analogię między lekarzem rodzinnym a księgową i myślę, że ona świetnie pokazuje jeden z najbardziej szkodliwych mitów w mojej branży.
Gdy coś nam dolega, ale nie potrafimy same zdiagnozować problemu, idziemy do lekarza pierwszego kontaktu. To on zbiera wywiad, ocenia sytuację i jeśli trzeba, kieruje nas do odpowiednich specjalistów. Jeśli boli nas ząb, nie idziemy do lekarza rodzinnego, tylko od razu do dentysty.
Dokładnie tak samo jest z księgową.
Kiedy chcesz otworzyć działalność gospodarczą, naturalnie trafiasz do księgowej. To ona daje Ci pierwsze wskazówki, pomaga poukładać start firmy i jeśli widzi taką potrzebę, kieruje Cię dalej: do doradcy podatkowego, kadrowej, specjalisty BHP czy agenta ubezpieczeniowego. Nie dlatego, że „nie chce czegoś zrobić”, ale dlatego, że wie, gdzie kończą się jej kompetencje, a zaczynają cudze.
I tu dochodzimy do mitu, który najbardziej szkodzi kobietom w biznesie: przekonania, że skoro co miesiąc płacisz księgowej abonament, to ona ma obowiązek zająć się absolutnie wszystkim.
To trochę tak, jakbyś przyszła do lekarza rodzinnego z bólem gardła, a w trakcie wizyty przypomniała sobie, że masz jeszcze problem ze wzrokiem oraz bolący ząb i oczekiwała, że w ramach jednej wizyty lekarz zajmie się tobą kompleksowo.
Jak mówi stare powiedzenie: jeśli ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego. W dzisiejszej rzeczywistości nie da się wiedzieć wszystkiego. Dobra księgowa robi to, w czym jest najlepsza – rzetelnie księguje dokumenty, sprawdza ich poprawność, wylicza podatki, sporządza deklaracje i realizuje dokładnie to, na co umawiacie się w umowie.
Dlatego tak ważne jest, by czytać zapisy umów z biurem rachunkowym. Jeśli w abonamencie masz również doradztwo podatkowe, masz prawo z niego korzystać. Jeśli natomiast są to usługi dodatkowo płatne, nie jest fair oczekiwać, że księgowa zrobi je „w pakiecie” tylko dlatego, że „przecież płacę co miesiąc”.
Bardzo istotna jest też specjalizacja. Warto szukać księgowej lub biura rachunkowego, które znają specyfikę Twojej branży. Wtedy masz większą pewność, że Twoja firma będzie prowadzona właściwie.
I jeszcze jedno, bardzo ważne: to Ty prowadzisz firmę, nie Twoja księgowa. Nie musisz znać wszystkich przepisów, ale powinnaś rozumieć ich podstawy. Księgowa najczęściej dostaje dokumenty już po fakcie, a nie każdy błąd da się później naprawić.
Podsumowując: mit, że płacąc księgowej abonament, kupuje się pełną odpowiedzialność za firmę, nie pomaga ani kobietom w biznesie, ani księgowym. A już na pewno nie pomaga firmom.
Jeśli mogłabyś dać kobietom jedną umiejętność, która pomoże im w samorealizacji lub prowadzeniu biznesu – co by to było?
Gdybym mogła dać kobietom jedną umiejętność, która naprawdę pomaga w samorealizacji i prowadzeniu biznesu, byłaby to odwaga połączona z wiarą w siebie. To właśnie tych dwóch rzeczy bardzo często nam brakuje.
W swoim życiu spotkałam wiele kobiet, które mają marzenia, plany i pomysły, ale nic z nimi nie robią. Nie dlatego, że są niekompetentne czy nieprzygotowane, ale dlatego, że nie wierzą, że dadzą radę. Boją się, że nie udźwigną jednocześnie ról matki, żony i kobiety przedsiębiorczej. Zatrzymuje je, nie brak umiejętności, ale brak zaufania do samych siebie. Ja sama jestem tego najlepszym przykładem.
W 2010 roku uzyskałam Certyfikat Księgowy wydany przez Ministra Finansów, który potwierdzał moje kwalifikacje i uprawnienia do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Wiedziałam wtedy jedno: że kiedyś otworzę własne biuro rachunkowe. Problem polegał na tym, że wciąż odkładałam ten moment. Mówiłam sobie: jeszcze nie teraz, jeszcze nie jestem gotowa, jeszcze muszę się czegoś nauczyć.
Z perspektywy czasu widzę, że było to trochę tak, jakbym sama podważała sens otrzymania tego certyfikatu – jakby został mi przyznany przez przypadek.
Biuro rachunkowe otworzyłam dopiero w 2023 roku, trzynaście lat później. Przez te wszystkie lata towarzyszyło mi przekonanie, że „to jeszcze nie ten moment”.
Dziś wiem, że brakowało mi nie wiedzy czy kompetencji, ale właśnie wiary w siebie i odwagi, by zaufać temu, co już mam.
I tak – żałuję, że zajęło mi to tyle czasu. Gdybym wtedy odważyła się zrobić ten krok, dziś byłabym w zupełnie innym miejscu, ale zamiast skupiać się na stracie, wolę mówić o wnioskach.
Dlatego, jeśli mogłabym podarować kobietom jedną umiejętność, byłaby to odwaga, by działać mimo wątpliwości i wiara we własne możliwości – nawet wtedy, gdy nie czujemy się „w stu procentach gotowe”. Bo bardzo często jesteśmy gotowe dużo wcześniej, niż same jesteśmy w stanie to zobaczyć.
Jak przewidujesz, że będzie wyglądała Twoja branża w najbliższych 3 latach i jak się na to przygotować?
Rola księgowej czy biura rachunkowego bardzo mocno ewoluuje i w najbliższych latach ta zmiana tylko przyspieszy. Jeszcze do niedawna księgowa była często postrzegana jako osoba, której raz w miesiącu przekazuje się teczkę dokumentów, a ona porządkuje je, wprowadza do systemu, wylicza podatki i składki ZUS oraz informuje, ile i do kiedy trzeba zapłacić.
Ten model odchodzi do przeszłości. I nie tylko dlatego, że wchodzi KSeF, ale przede wszystkim dlatego, że zmienia się sposób prowadzenia biznesu i świadomość przedsiębiorców. Dziś coraz więcej osób rozumie, że czas jest najcenniejszą walutą, a dostęp do aktualnych danych finansowych pozwala podejmować lepsze decyzje tu i teraz, a nie miesiąc później.
Księgowość może być prowadzona na bieżąco już dziś, praktycznie w czasie rzeczywistym. Jest jednak jeden warunek: dokumenty muszą trafiać do księgowej ekspresowo.
W najbliższych latach księgowa coraz rzadziej będzie tylko osobą „od księgowania dokumentów”, a coraz częściej partnerem biznesowym przedsiębiorcy. Kimś, kto nie tylko liczy, ale pomaga rozumieć liczby i wyciągać z nich wnioski.
Widzę to bardzo wyraźnie w praktyce. Przedsiębiorcy często otrzymują zestawienia i raporty, ale nie zawsze wiedzą, jak je czytać. Zazwyczaj interesuje ich wyłącznie jedna informacja: ile podatku i ZUS mam zapłacić. Tymczasem z tych samych danych można wyciągnąć znacznie więcej.
Dlatego uważam, że w ciągu najbliższych 3 lat standardem staną się m.in.: bieżący wynik finansowy, który pokazuje, czy firma faktycznie zarabia, czy tylko generuje obrót, prognoza podatków i składek, a nie wyłącznie informacja „po fakcie”, co pozwala lepiej planować płynność finansową oraz prosty rachunek kosztów, dzięki któremu przedsiębiorca widzi, gdzie realnie uciekają pieniądze i co naprawdę się opłaca.
Coraz większe znaczenie będzie miało także bieżące raportowanie, budżetowanie i analiza wskaźników – zwłaszcza w firmach, które rosną, zatrudniają ludzi lub planują inwestycje. Księgowa będzie pełnić coraz częściej rolę finansisty wspierającego właściciela firmy w podejmowaniu decyzji.
Myślę też, że zmieni się podejście samych przedsiębiorców. Będzie coraz więcej osób, które zrozumieją, że od księgowej można, a nawet trzeba oczekiwać czegoś więcej niż tylko wyliczenia podatków i składek ZUS. Bo w świecie ciągłych zmian nie wygrywa ten, kto ma dane, ale ten, kto potrafi je zrozumieć i wykorzystać w odpowiednim momencie.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej ofercie Wioletty, – zapraszam Cię na jej wizytówkę na Portalu Kobiet Mocy Czerwonej Szpilki – TUTAJ.





