Dietetyka jest taką formą usług, do której można wrzucić niemal każdą ideologię, pod warunkiem, że jest związana ze zdrowiem. Dlatego moim klientom z Pracowni Zdrowych Zmian zawsze zwracam uwagę na czujność. Nie ma diety cud, wątpliwe są diety alternatywne, wszelkie aparaty diagnostyczne (biorezonans), badanie żywej kropli krwi i wszelkie zapędy niewykwalifikowanych osób odnośnie komponowania diet.

Dzisiaj chcę przyjrzeć się, nie tak całkiem nowemu trendowi, który jest wykorzystywany przez producentów zdrowej żywności jako panaceum na zdrowie, czyli superfoods.
Na półkach sklepów ze “zdrową żywnością” można spotkać bogaty asortyment tej superżywności. Oznaczone są nim przeróżne produkty, często o nieznanych dotąd w Polsce nazwach.
Producenci zapewniają, że ten ich jeden, konkretny produkt odchudzi człowieka, wyleczy go z depresji, pozbawi zaparć, pomoże mu lepiej spać i sprawi, że będzie żył dłużej w zdrowiu. Najczęściej produkty te mają sporą ilość antyoksydantów, które zasadniczo mają służyć profilaktyce antynowotworowej, profilaktyce chorób “cywilizacyjnych”.

O co właściwie chodzi z tymi superfoods?

Na samym początku wyjaśnienia pojawia się problem. Otóż słowo „superfood” nie jest terminem w żaden sposób uregulowanym prawnie. Nie jest to naukowa definicja. Producent czy też „niezależny ekspert” polecający przykładowy artykuł spożywczy może dokleić to hasło do dowolnego produktu i w ten sposób zachęcać konsumenta do zakupu.

Od czego się to zaczęło? W środowiskach naukowych hasło „superfood” było pierwotnie (i, zaznaczmy, nadal w wielu przypadkach jest) używane do opisywania produktów spożywczych szczególnie bogatych w składniki odżywcze, wyjątkowo korzystnych dla zdrowia i samopoczucia konsumenta.

Ideą było aby wynieść na piedestał artykuły, które są gęste odżywczo, zawierają mnóstwo związków mineralnych, witamin oraz wiele związków biologicznie czynnych, mających pozytywny wpływ na ogólne zdrowie człowieka.
Z tym właśnie opisem zaczęły pojawiać się na polskim rynku artykuły dotychczas nam niedostępne, takie jak, na przykład, spirulina czy jagody acai.

Jak zatem świadomy człowiek, zainteresowany zdrowiem swoim i swoich bliskich, powinien odnosić się do produktów tego rodzaju?

Przede wszystkim powinno się porównać to, co na danym produkcie wypisuje producent, z niezależnymi badaniami dotyczącymi właśnie tego artykułu. Gdy nie odnajdziemy łatwo dostępnych dowodów potwierdzających pozytywne działanie spożywania danego pożywienia, niemal pewnym jest, że nie poprawi ono stanowczo jakości naszego życia.
Ważnym jest, żeby nie bazować swojego sposobu odżywiania na pojedynczych, konkretnych artykułach spożywczych, które rzekomo miałyby rozwiązać wszystkie problemy – nie ma takich specyfików.

Czy należy wobec tego stronić od tych egzotycznych nowości, pojawiających się na rynku?

Absolutnie.
Jest to produkt jak każdy inny. Jeśli zasmakuje konsumentowi, nie ma powodu, dla którego nie miałby wprowadzić go do swojego jadłospisu. Warto pamiętać, że na półkach sklepów w Polsce jest mnóstwo „superfoods” od zarania dziejów. Amerykańska borówka nie ustępuje jagodom; porzeczki czy poziomki spokojnie mogą stanąć w szranki z acai; rzeżucha wcale nie jest gorsza od spiruliny z głębi oceanów; kurki czy prawdziwki to także doskonałe grzyby tak jak azjatyckie shiitake. Zalecane zatem byłoby nie spoglądanie na produkty opisane jako „superfoods” z przekonaniem, że to lek na każdą przypadłość, która może się nam przytrafić.
Superfoods to jedzenie. Niektóre z nich są nietypowe, niektóre droższe, niektóre zdrowsze, niektóre przereklamowane, niektóre to komercyjne oszustwo.

Najważniejsze – aby nasza codzienna żywność była bardzo urozmaicona, składająca się w całości z naturalnych, nieprzetworzonych produktów. W dzisiejszych czasach to są właśnie superfoods.

Jedzmy latem duże ilości truskawek, porzeczek, czereśni, jagód, agrestu, bobu itp. Wzbogacajmy naszą dietę o różne kasze i oliwy. Jedzmy różne gatunki ryb. Najważniejsze – aby nasze produkty spożywcze były wolne od chemii!!! Dlatego namawiam na organizowanie sobie zakupów zdrowych, na poszukiwaniu producentów certyfikowanych, na zakupy z gospodarstw wiejskich.

Autor: Monika Czerepak | dietetyk z Pracowni Dobrych Zmian

 

Monika Czerepak

Monika Czerepak

Konsultantka d.s. promocji zdrowia, dietoprofilaktyki, psychodietetyki, biolog, diagnosta laboratoryjny, mikrobiolog kliniczny

Monika Czerepak, dietetyk kliniczny, diagnosta laboratoryjny, mikrobiolog, założycielka Pracowni Zdrowych Zmian we Wrocławiu.
Prowadzi liczne szkolenia i spotkania dotyczące profilaktyki zdrowia. Specjalizuję się w dietoterapiach chorób z autoagresji, chorobach jelit, oraz w interwencjach biomedycznych dzieci z autyzmem.
We współpracy z pacjentami, stawia na indywidualne podejście, oraz podejście integralne, ponieważ organizm jest zbudowany z wielu układów, a skupianie się na jednym i leczenie objawów nigdy nie przyniesie oczekiwanych efektów.
Prywatnie – pasjonatka sportu oraz nauk biologiczno-medycznych.

www.zdrowe-zmiany.pl

WAŻNA INFORMACJA! Aktualnie czekamy na dodruk książki “Jedna na milion”, która cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Wykonane i opłacone zamówienia będą wysyłane od 25.04.! Decydować będzie kolejność zamówień. Dziękujemy za wyrozumiałość! Zamknij

Aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony musisz zgodzić się z nasza polityką cookies.
Rozpoczęcie korzystania ze strony jest równoznaczne z jej zaakceptowaniem. Dowiedz się więcej.

Ustawienia ciasteczek podczas przeglądania tej strony są ustawione w trybie "akceptuj", aby zapewnić Ci najlepsze możliwe doświadczenia podczas korzystania z jej zawartości. Jeśli kontynuujesz korzystanie ze strony bez wprowadzania zmian w ustawieniach przeglądania lub klikniesz "AKCEPTUJĘ" tym samym wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

ZAMKNIJ TEN KOMUNIKAT