Przyjrzyjmy się jak wyglądają etapy związku partnerskiego. Zacznijmy od tego, że nie jesteśmy niezapisaną kartą, czystą historią. Nie, to tak nie działa. W każdy związek wchodzimy z naszymi odruchami, uwarunkowaniami, „wdrukami”, wzorcami na miłość i związek z drugim człowiekiem.

Zapewne większość z was słyszała o „odruchu” Pawłowa. Dlatego, kiedy wchodzę do kuchni, moje psy przybiegają, bo mają w głowie schemat: Pani w kuchni = będziemy jeść.

Nie dotyczy to tylko zwierząt. Ile razy zdążyło wam się widzieć latem na niebie ciężkie, stalowe chmury i pomyśleć „oj, zaraz będzie burza”? Każdy z was zapewne może przypomnieć sobie przykład takiego „odruchu” Pawłowa.

Jeszcze głębiej działają na nas uwarunkowania. To coś na kształt reakcji łańcuchowych. Jedno zdarzenie pociąga za sobą drugie, np. jeśli upadnę, to najprawdopodobniej zedrę skórę na kolanach; jeśli zedrę skórę na kolanach, to będzie lała się krew, będzie ból, być może trzeba będzie w poważniejszych wypadkach jechać do lekarza.

Niektórzy naukowcy uważają, że najsilniej oddziałują na nas „wdruki”

To takie wydarzenia w naszym życiu, kiedy jesteśmy poddani bardzo silnym emocjom. Zarówno pozytywnym, jak i negatywnym, kiedy jesteśmy zdani tylko na siebie lub bezbronni. Wówczas to, co nas spotkało ze strony innych, lub nasze własne zachowania zostają głęboko utrwalone. Zwykle dotyczy to okresu dziecięcego, ale może też zajść w każdym okresie naszego życia.

Spróbujcie sobie przypomnieć takie sytuacje, kiedy z powodu oczekiwań, własnych lub cudzych, nadziei, lęku, bólu, bezradności, tradycji, przypadku, otrzymywałyście „wdruki”. Bez proszenia się o nie, zupełnie za darmo, a często też dla tzw. „twojego dobra”. Zwykle wystarczy wielokrotne doświadczanie takich bodźców i „wdruk” gotowy na całe życie.

Na szczęście dostajemy także „wdruki” pozytywne. Zaczynając od tego, że jak zbliża się lato, to są wakacje. A jak przychodzi grudzień, to święta, karp, wigilijny barszcz i prezenty pod choinką.

W lepszej sytuacji na starcie w związku partnerskim są ci, którzy mają pozytywne doświadczenia, wdruki i uwarunkowania.

Ci z gorszym bagażem nie są na straconej pozycji. Jednak nie obędzie się to bezboleśnie, bo pozbycie się wzorca zawsze boli. Tu na straży stoi nasz racjonalny mózg, który pieczołowicie dba, abyśmy nie pozbywali się naszych przyzwyczajeń i nie schodzili ze znanych szlaków.

Naukowcy określili, że związek dwojga ludzi przechodzi 3 etapy

Pierwszy to 1+1=1

Kiedy spotykamy tę drugą osobę i zakochujemy się „bez pamięci”. Tu koncentrujemy naszą uwagę na dosłownie kilku elementach tej drugiej osoby. Widzimy tylko to, co chcemy w niej widzieć, niejako sami sobie spełniamy nasze oczekiwania. W związku z tym jesteśmy przekonani, że spotkaliśmy osobę idealną, nasz wzorzec kochanej osoby jest pełny. Koncentrujemy się tylko na tym, na czym chcemy.

Widzimy u mężczyzny, że jest np. wysoki, ma niebieskie oczy, urokliwy uśmiech, sypie dowcipami. I działa. Choć rzeczywistość tego konkretnego mężczyzny jest zupełnie inna, my tego nie dostrzegamy, bo nie chcemy. Wydajnie pomaga nam w tym popęd seksualny i nasza potrzeba połączenia się w parę.

Mówimy wówczas o odnalezieniu się w „korcu maku”. Często przyciągają nas zupełnie odmienne cechy, bo zakładamy, że zredukują nasze deficyty. Pojawia się uczucie, że nie ma mnie, nie ma ciebie, jesteśmy tylko my, czyli 1+1=1.

Czas na nowe

Nauka mówi, że po około 9 do 12 miesięcy bańka zauroczenia pryska. Pojawia się myśl, że partner nas nie uzupełnia, ani nie dowartościowuje. Często w tym czasie w związku pojawia się dziecko lub kredyt. Wspólne mieszkanie, ślub, rachunki, inne zobowiązania finansowe, a zwłaszcza dziecko bardzo stabilizują związek. Niestety też potrafią całkowicie wymazać efekt zakochania.

Pozostaje wzorzec, a często też udowodnienie wyższości mojego wzorca nad wzorcem partnera. Zaczynają się spory, o wychowanie dziecka, o sposób wydawania pieniędzy, o umiejętność prowadzenia domu, o teściową i rozrzucanie skarpetek.

Skąd bierze się przekonanie, że moje jest lepsze? Pamiętacie, skąd biorą się nasze wzorce, uwarunkowania i wdruki? Tak, z naszego domu rodzinnego. To nikt inny, tylko nasi rodzice są naszym wzorcem, to oni zawsze wiedzieli najlepiej, co jest dla ciebie dobre.

Faza druga związku to powrót do rzeczywistości. Wkrada się stagnacja, rozczarowanie partnerem, sytuacjami, życiem rodzinnym. Jestem ja i jesteś ty, czyli 1+1 = 2. To czas uniezależnienia i odrębności, ten wzorzec pozwala na rozwód. Taki etap może trwać latami i prowadzić do całkowitego rozstania lub przejścia do fazy trzeciej.

To jest bardzo ciekawy czas dla partnerstwa

Odkrywamy wówczas tę drugą osobę na nowo. Zamiast rościć pretensje „jak mogłeś mi to zrobić?”, „dlaczego taki jesteś?”, możesz zacząć zadawać pytania: „kim jesteś?”, „czego mogę się od ciebie nauczyć?”. Masz szansę na zaciekawienie się partnerem.

To pole do odnalezienia swojej własnej integralności oraz miejsca, ale także do bycia rodziną, gdzie każdy jest usatysfakcjonowany dojrzałą współzależnością. Tu możemy przyjąć formę: „wiem, kiedy jestem potrzebna tobie, ale też wiem, kiedy ty potrzebujesz mnie”; „wiem, co wnoszę do naszego związku, ale też wiem, co ty dajesz nam”; „wiem, że ty wiesz to samo o naszej relacji”. Wówczas relacja partnerów przyjmuje wzór 1+1 = 3 – ja, ty i nasze pole relacji.

Oczywiście każdy związek może utknąć dowolnie długo w fazie drugiej z nadziejami na powrót do fazy pierwszej. Pojawiają się wówczas pomysły na „romantyczne” wspólne chwile lub na kolejne dziecko, które scementuje związek.

Nie można wszystkiego utrzymać na siłę

Niekiedy te wszystkie zabiegi nie poprawiają związku i dochodzi do rozstania. Wówczas w nowym związku wszystkie fazy się powtórzą. Czasami o wiele mocniej, bo będziemy siebie przekonywać, że teraz to już na pewno spotkałam tę drugą połówkę jabłka. Tymczasem partner od dawna ma swój własny model życia i od dawna uznaje go za jedyny obowiązujący i słuszny. Dodatkowo robi to zupełnie nieświadomie.

Oczywiście możemy mieć szczęście i trafić na osobę cierpliwą i otwartą, która poprowadzi nas jak mistrz i przekształci stary wzór w elastyczną relację. Jednak im bardziej my sami jesteśmy sztywni w budowaniu związku, tym trudniej będzie nam spotkać partnera elastycznego, otwartego i świadomego żeby pełnił rolę coacha.

Dodatkowo rodzi się pytanie – po co osoba świadoma, dojrzała, która rozumie współzależność i własne motywacje, miałaby się wiązać z kimś, kto oczekuje uzdrowienia i naprawienia relacji? Czy jest mu to do czegoś potrzebne? Tym bardziej, że to ciężka i odpowiedzialna praca. To rola dla profesjonalisty, a nie dla męża czy żony.

Wszystko zależy od CIebie

I tu dochodzimy do bardzo dobrej wiadomości. Możesz zmienić swój wzorzec, model, uwarunkowania, wdruki, bo w tym właśnie pomaga coaching. Możesz zrobić to zaraz, tu i teraz. Uważaj jednak, bo wyjście z utartych schematów, porzucenie nawyków jest bolesne. Z drugiej strony wszystko, co rodzi się w bólu, finalnie jest piękne, niezwykle kochane i cenne. Doskonale wiedzą to te z nas, które urodziły dzieci.

Autor: Ewa Kuleta | Coach, Ekspertka relacji międzyludzkich

 

Zaciekawił Cię ten artykuł?
Nie przegap kolejnego!

Dodaj swój adres email do naszej listy mailingowej, aby raz w miesiącu dostawać powiadomienia o najpoczytniejszych artykułach, jakie pojawiły się na naszym blogu 🙂