Pierwsze spotkanie Izabeli Jagosz z Czerwoną Szpilką miało miejsce podczas jednego z naszych wydarzeń w Krakowie. Wtedy po raz pierwszy oczarowała wszystkich swoją historią oraz opowiedziała o książce “Uczulona na wino”. Wszyscy zgromadzeni, łącznie z ekipą Czerwonej Szpilki, byli wprost zahipnotyzowani. Iza nie zdążyła skończyć swojego wystąpienia, a kolejka po autograf w jej debiutanckiej powieści już się ustawiała. Dziś Izabela Jagosz jest doskonale znana osobom, które bywają regularnie na naszych konferencjach. Podczas swoich prelekcji inspiruje kobiety z całej Polski do tego, aby stały się pewnymi siebie i niezależnymi kobietami, które potrafią zadbać o siebie w każdej sferze życia. Również finansowej. Jak narodziła się jej pasja do pisania oraz jak wiele wspólnego z Izą ma główna bohaterka powieści “Uczulona na wino” – o tym wszystkim przeczytacie z wyjątkowego wywiadu, który Iza udzieliła specjalnie dla Czerwonej Szpilki. 

Izo, niektórzy mówią, że jesteś kobietą renesansu. Co takiego wpływa na taki obraz Ciebie?

Podobno wieki temu Leon Battista Alberti powiedział, że człowiek renesansu to ktoś, kto „potrafi dokonać wszystkiego, na co przyjdzie mu ochota”, więc chyba jestem kobietą renesansu. 🙂 Bo „rozstrzał” moich zainteresowań jest tak szeroki, jak delta Amazonki. 🙂  Będąc młodą dziewczyną tańczyłam w balecie, później w zespole tańca nowoczesnego, przez wiele lat trenowałam karate, pisałam wiersze, piosenki, komponowałam muzykę, włóczyłam się z własnym zespołem i śpiewałam na wielu festiwalach, z pasji do dziergania utworzyłam pożądaną przez wiele kobiet markę handmade.  Zresztą – patrząc na moje zawodowe życie też zajmowałam się wieloma branżami – radio, agencja reklamowa, specjalista od sprzedaży, MLM, trener, prezenter i organizator eventów, spec od budowlanki, stylista i wreszcie pisarka powieści czy ekspert od finansów osobistych. Jeżeli zapytasz mnie, czy to już wszystko, to odpowiem Ci, że nie. 🙂  Bo w polu mojego widzenia pojawiła się kolejna misja zaprzątająca mi ostatnio myśli. A to znaczy, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. 🙂

Podczas wystąpień często opowiadasz o swoich dziennikarskich początkach. Skąd narodziła się w Tobie pasja do pisania i przemawiania?

W sumie to zawsze byłam gadułą. Ale do radia trafiłam przez przypadek. Pokłóciłam się z mężem i stwierdziłam, że muszę wyjść z domu, bo inaczej mu przyłożę. 🙂 Machał mi przed nosem gazetą, więc zabrałam mu ją wkurzona i wtedy mój wzrok padł na ogłoszenie o castingu na prezenterów do nowo powstającej stacji radiowej. Coś błysnęło w mojej głowie. Nie namyślając się długo powiedziałam, że nie będę sobie strzępić języka po próżnicy tocząc z nim bezsensowne boje słowne. Wybiorę się na przesłuchanie, wygram, a potem zacznę pracować na antenie tylko po to, żeby mojego głosu mógł słuchać już tylko włączając radio. Mąż prawie umarł ze śmiechu, co wkurzyło mnie jeszcze bardziej. Pomyślałam sobie: „poczekaj, zobaczysz…” i pojechałam na lotnisko w Aleksandrowicach, gdzie Radio Bielsko miało swoją pierwszą siedzibę. Przeszłam przez pierwszy etap eliminacji. Potem trafiłam na Beatę Bednarz, która powiedziała właścicielowi rozgłośni: „bierz ją” i… tak zaczęła się moja wieloletnia, radiowa przygoda. Ale początki wcale nie były kolorowe. Przez pierwszy miesiąc zwalniałam się chyba ze sto razy. Stres mnie zżerał od środka. Źle znosiłam jakąkolwiek krytykę ze strony słuchaczy. Myślałam, że się do tego nie nadaję. Po kilku tygodniach jednak wszystko minęło, a ja zaczęłam się tą swoją pracą dobrze bawić. I dosyć szybko różne organizacje i firmy zaczęły mnie zapraszać do prowadzenia imprez, eventów, koncertów. Okazało się, że mam do tego smykałkę, więc robię to do dziś. 🙂 Potrafię poradzić sobie z każdą katastrofą – kiedy wysiada sprzęt, trąba powietrzna atakuje, artyści się spóźniają, albo w ogóle nie docierają na miejsce – daję radę i ogarniam zamieszanie. Jeden z moich byłych szefów zwykł mawiać: „jak wszystko wysiądzie – Iza nas uratuje, ale jak Iza wysiądzie, to nie uratuje nas już nic”. 🙂

Natomiast jeżeli chodzi o pisanie, to historia jest dużo prostsza – ja po prostu, odkąd nauczyłam się czytać, pochłaniałam tony książek. Czytałam w każdej wolnej chwili. Kiedy tylko mogłam. Gdy rodzice kazali gasić światło, chowałam się z latarką pod kołdrą i zarywałam kolejne noce. Dzięki temu pisanie przychodziło mi bardzo łatwo. Uwielbiałam „wolne tematy” wypracowań z polskiego. Mogłam wtedy uruchomić wyobraźnię. Zawsze byłam tzw. „zdolnym leniem” i szybko odkryłam, że moje lekkie pióro daje mi możliwość uniknięcia odpytywania przy tablicy. Profesor Odrozek z wadowickiego liceum ogólnokształcącego w taki właśnie sposób zachęcał swoich uczniów (w tym mnie 🙂 ) do przygotowywania prac na konkursy literackie i poetyckie. No to pisałam, pisałam, pisałam…Przydało mi się to bardzo w późniejszym, dorosłym życiu.

Co skłoniło Cię do napisania Twojej debiutanckiej powieści “Uczulona na wino”?

Kolejny przypadek. 🙂 Chociaż muszę jasno powiedzieć, że myśl o pisaniu powieści krążyła mi po głowie na długo przed tym, zanim zaczęłam ją tworzyć. Z jednej strony mój amerykański kolega (w „Uczulonej na wino” występuje jako Paweł) czytając listy, które do niego pisałam, za każdym razem mówił: „powinnaś być pisarką”, z drugiej – Dorota Szelągowska, po pierwszym mailu, jaki ode mnie dostała powiedziała dokładnie to samo. No to zaczęłam pisać. Akurat rozpadł się mój wieloletni związek. Nie za bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić. Pomyślałam sobie: „może coś w tym jest? Upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu – spełnię swoje młodzieńcze marzenia i pokażę swojemu „byłemu”, że nie jestem taka ostatnia. Że bez niego też potrafię coś osiągnąć”. Musisz wiedzieć, że to była taka moja mała zemsta. On, tak jak i ja, bardzo dużo czyta. Dla niego książka ma ogromną wartość. Potrafi docenić autora. Gdybym po naszym rozstaniu zaczęła tańczyć, śpiewać, malować albo robić coś jeszcze innego – pewnie zupełnie nie zrobiłoby to na nim wrażenia. Ale napisać powieść? I to taką, którą inni chcą czytać? I jeszcze dodatkowo – która się podoba? Hmmm… nie widziałam jego miny, ale musiała być fajna. Bo przecież miałam zniknąć w tłumie, rozpłynąć we mgle, a świat miał o mnie zapomnieć… 🙂

Nie zapomniał. A ja się dopiero się rozkręcam. Te wszystkie ciepłe słowa, które słyszę i od kobiet, i od mężczyzn czytających „Uczuloną”, dodają mi wiatru w żagle. Ostatnio siedziałam z Kasią Grocholą na mojej werandzie w Jagoszówce. Wzięła do ręki drugie wydanie i, kiedy wrzucałam na FB nasze wspólne zdjęcie, zapytała: „napisałaś tam, że byłam pierwszą czytelniczką „Uczulonej”?”:)  W sumie… była. Bo wcześniej tylko Ola Potrykus-Wincza połykała kolejne rozdziały schodzące z maszyny. Ale w kawałkach, nie w całości.

Uczulona na wino

autorka uczulonej na wino

Wiele osób, które znam, zastanawia się, jak wiele wspólnego z Tobą ma główna bohaterka “Uczulonej”. Nawet imiona nie są przypadkowe… Iga, Iza. Jak to jest?

Baaaaardzo dużo. 🙂  To nie jest oczywiście autobiografia, ale jest tam wiele faktów z mojego życia. Zresztą – tak, jak napisałam w przedmowie – każda z sytuacji opisanych w książce wydarzyła się naprawdę. Tylko nie zawsze tej konkretnej osobie, o której piszę. Pewnie dlatego dla niektórych moich znajomych prawda miesza się ciągle z fikcją literacką. I bywa, że kłócą się ze mną twierdząc, że coś, co wymyśliłam dla inspirowanych nimi postaci, rzeczywiście im się przydarzyło.

Co wpłynęło na Twoją decyzję o wydaniu odświeżonej wersji “Uczulonej na wino?”

Szczerze? Bunt przeciwko mojemu poprzedniemu wydawnictwu. I spotkanie z Magdą Szewczuk – CEO Czerwonej Szpilki. Irytowało mnie, że ciężar promocji książki niemal w całości spoczywał na moich barkach. Ale chyba jeszcze bardziej irytowało mnie to, że sprzedając tę książkę w dużej mierze sama, płacę za nią więcej niż niektóre hurtownie. I od sprzedanych przez siebie egzemplarzy nie dostaję honorarium autorskiego. To nie było fair. Dlatego w pewnym momencie przestałam w ogóle promować „Uczuloną”. Szlag mnie trafiał, kiedy pomyślałam, że ktoś zarabia na mojej pracy, a ja nie mam z tego prawie nic. Kiedy Renata Frączkiewicz-Krzal zaproponowała mi udział w spotkaniu Czerwonej Szpilki miałam mieszane uczucia. Kolejka, która ustawiła się po książki i autografy, jeszcze te uczucia pogłębiła. Wtedy Magda zaproponowała mi, żeby kolejną powieść wydać już w Czerwonej Szpilce. Widząc jak wszyscy tutaj pracują zgodziłam się bez wahania. A potem, jakoś tak w rozmowie, pojawił się temat terminu ważności umowy, upływającego w czerwcu’2017 i razem doszłyśmy do wniosku, że dobrze byłoby odświeżyć również „Uczuloną”. Zgrać okładki obu książek. Połączyć to pięknie. E voilà 🙂 Mamy to! 🙂

konferencja ladies every day

Ilekroć piszę na profilu Czerwonej Szpilki coś na temat “Uczulonej na wino” otrzymuję pytania na temat Twojej kolejnej powieści – “Buty na stole”. Jak Ci idzie jej tworzenie? Kiedy możemy spodziewać się premiery?

Pracuję dzień i noc. 🙂 Ja też ciągle słyszę te pytania, więc stukam w klawisze tak, że aż mi palce puchną. 🙂 A już zupełnie serio – posuwam się do przodu. Nie tak szybko jakbym tego chciała, czy jakby chcieli tego czytelnicy, ale z dnia na dzień tekstu przybywa. Dla mnie problemem jest to, że na co dzień pracuję w korporacji (choć w zasadzie powinnam powiedzieć „kończę pracę w korporacji”, bo chcąc jak najszybciej dotrzymać danego słowa zwolniłam się z pracy). Kiedy wracam do domu trudno mi się skupić, jestem zmęczona. A wymyślanie historii, które będą „się czytać”, będą zabawne, lekkie i jednocześnie niebanalne, wymaga tzw. jasnej głowy. To coś innego niż pisanie poradnika czy książki kucharskiej. I nie chcę tutaj w żaden sposób umniejszać zasług autorów tego typu twórczości, mówię tylko, że pisanie powieści wiąże się z innego rodzaju wysiłkiem.

Odpowiadając na drugą część twojego pytania – premierę „Butów na stole” planowałyśmy na koniec roku, ale chciałabym bardzo zrobić wam niespodziankę i zaprezentować kolejną powieść już w listopadzie.

Możesz zdradzić, o czym tym razem przeczytamy? Będą to dalsze losy Igi, czy zupełnie nowy temat?

Nie zdradzę zbyt wiele. 🙂 Trzeba cierpliwie poczekać. Ale to oczywiście żadna tajemnica, że Iga będzie musiała jeszcze rozprawić się z kilkoma problemami. Więc – dalsze losy. Zdecydowanie.

Twój talent pisarski doceniło mnóstwo kobiet. Moja mama jest Twoją wierną fanką. 🙂 Co dla Ciebie jest najważniejsze w pisaniu?

Chyba to, że robię coś, co innych skłania do refleksji. Że maluję im uśmiech na twarzy. Wywołuję emocje. Powoduję, że się wkurzają, czasami łzę otrą, że nie mogą zrozumieć, jak można… No wiesz…:) Że robię coś, co sprawia radość nie tylko mnie, ale i innym.

Których autorów cenisz sobie najbardziej?

Biorąc pod uwagę to, jakiego rodzaju książki piszę, może cię zdziwię, ale… uwielbiam skandynawskie kryminały. Nie wiem czy określenie „cenisz” będzie tutaj właściwe, z całą pewnością jednak Stieg Larsson, Camilla Läckberg, Jo Nesbø, Lsa Larson czy Leif GW Persson to nazwiska, które królują w mojej domowej biblioteczce. Poza tym czytam co mi w ręce wpadnie (no, może poza romansami w stylu Harlequin:), a książki kupuję niemal na kilogramy.

Natomiast cenię sobie bardzo znajomość z Kasią Grocholą. Bo ta najpopularniejsza w Polsce autorka zaprosiła mnie, początkującego żuczka, do swojego domu i życia. Zupełnie bezinteresownie otoczyła opieką. Została mentorem. Udzieliła rad, wsparcia. Poznała ze swoją ciocią – Wiesią Grocholą – zapewniając mi tym samym cudowną redaktorkę „Uczulonej na wino”.

Czy któryś z nich stanowi dla Ciebie pisarską inspirację?

Nie wiem, czy inspiracją, ale na pewno Kasia jest właśnie tą osobą na którą zawsze patrzę, kiedy zastanawiam się, czy nie jest dla mnie za późno i czy powinnam jeszcze pisać. Widzę małe podobieństwa między nami. Na przykład jej debiut też był „późny”. Swoją pierwszą książkę – „Przegryźć dżdżownicę” – wydała przecież tak, jak ja – „po czterdziestce”. 🙂

Znam wiele osób, które chciałyby napisać książkę, lecz przez lata nic nie robią z tym marzeniem. Co mogłabyś poradzić przyszłym autorom ze swojego pisarskiego doświadczenia?

Rada jest tylko jedna – usiądź i zrób to. 🙂 Wiem sama po sobie, że najtrudniej zacząć. Dlatego zawsze powtarzam to samo – nie czekaj na lepszy moment, na lepszy czas. Jeżeli czujesz, że masz coś do powiedzenia innym – pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Teraz. Nie jutro. Nie za tydzień czy za miesiąc. I nie zastanawiaj się, czy ktoś będzie chciał to wydać, czy ktoś będzie chciał przeczytać. Na takie rozmyślania przyjdzie czas później. Pamiętaj o jednym – pisarz musi pisać. 🙂


Odświeżone wydanie powieści Izabeli Jagosz – “Uczulona na wino” kupisz w w naszym sklepie w przedsprzedaży.
Gorąco polecamy!

uczulona na wino

 

Aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony musisz zgodzić się z nasza polityką cookies.
Rozpoczęcie korzystania ze strony jest równoznaczne z jej zaakceptowaniem. Dowiedz się więcej.

Ustawienia ciasteczek podczas przeglądania tej strony są ustawione w trybie "akceptuj", aby zapewnić Ci najlepsze możliwe doświadczenia podczas korzystania z jej zawartości. Jeśli kontynuujesz korzystanie ze strony bez wprowadzania zmian w ustawieniach przeglądania lub klikniesz "AKCEPTUJĘ" tym samym wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

ZAMKNIJ TEN KOMUNIKAT