Wulkan energii, który trudno jest zatrzymać i wieczny uśmiech na twarzy – tak z pewnością wiele osób opisałoby Katarzynę Szewczuk, która w Czerwonej Szpilce odpowiada przede wszystkim za sprawy finansowe. Kasia trzyma także rękę na pulsie, gdy trzeba działać szybko i zdecydowanie, a do tego potrafi rozweselić każdego. Co jeszcze kryje się w jej wnętrzu i w duszy jej gra? W naszym wywiadzie opowiada o tym sama:

Kasia, jesteś współzałożycielką Czerwonej Szpilki, która niedawno obchodziła swoje 3. urodziny. Co sprawia, że chcesz być częścią tego projektu?

W Czerwonej Szpilce zależy nam na dodawaniu kobietom skrzydeł, tak dosłownie – odwagi do realizacji swoich pomysłów, do chęci nawiązywania znajomości, do dążenia do swoich celów, spełniania marzeń. To projekt, który przyciąga konkretne osoby – kobiety, które są kreatywne i mają dużo chęci, ale czasem im czegoś zabraknie. Niekiedy wystarczy kilka dobrych słów, innym razem jest to potrzeba przebywania w grupie i wzajemne wspieranie się, a czasem znalezienie kogoś do owocnej współpracy. U nas to wszystko znajdą, wystarczy, że przyjdą na któreś z naszych wydarzeń, a widzimy, że je to wciąga i zazwyczaj na jednym się nie kończy.

Wspólnie z moją siostrą (Magdaleną Szewczuk – przyp. red.) i koleżanką wymyśliłyśmy ten projekt, więc jestem w nim od początku i mogę obserwować, że potrafi on nie tylko kobietom dodać skrzydeł, ale też pomaga je rozwinąć.

Inspiracja, motywacja i wiedza – to myśl przewodnia Czerwonej Szpilki.

Co byś poradziła kobiecie, która zastanawia się nad zmianami zawodowymi w swoim życiu?

Kobieto zaryzykuj, bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Z doświadczenia wiem, że jeśli chcemy coś zmienić, to źle czujemy się w miejscu, w którym jesteśmy. Dlatego zmiany wychodzą nam na lepsze. Nawet jak nie wyjdzie, mamy satysfakcję, że spróbowaliśmy i wyszliśmy ze swojej strefy komfortu.

A co Ciebie motywuje do działania i dodaje Ci energii na co dzień?

Za każdym razem to inne rzeczy sprawiają, że się motywuję. Wszystko zależy, do czego potrzebuję motywacji. Na przykład ciągle szukam motywacji, aby wstawać wcześniej, niestety słabo mi idzie. Ale jakby ktoś miał jakiś pomysł, chętnie wypróbuję. 😊

Energię czerpię ze wszystkiego co mnie otacza.

Moi bliscy dają mi mnóstwo energii, gdyż czuję ich wsparcie, czuję jak mi kibicują. Czerpię z nich siłę. Dziś mocno to doceniam, ponieważ nie zawsze tak było. Kiedyś piłam kawę z przyjaciółką i użalałyśmy się nad sobą. Godzinami licytowałyśmy się, która jest w gorszej sytuacji, co nas bardziej boli albo która została bardziej zraniona. Dlatego nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że przyjaciół poznaje się w biedzie. W biedzie zawsze się znajdzie mnóstwo osób, które chcą Ci „pomóc” – zawsze znajdzie się jakaś samarytanka, która razem z Tobą ponarzeka na rzeczywistość, gdzieś tam w pośpiechu doda, że będzie dobrze, wszystko się ułoży, a potem po raz kolejny rozłoży z Tobą na czynniki pierwsze Twoją tragedię. To sprawia tylko, że zapadamy się w tej złej energii i niestety nic nie zmienia się na lepsze. A kiedy chcesz porozmawiać o książce, jaką ostatnio czytałaś – nagle nie możecie się dogadać.

Przyjaciół poznaje się, kiedy odnosimy sukcesy. To wtedy widać, kto naprawdę cieszy się nim z Tobą, a nie zazdrości w nienawiści, plotkując, że: „teraz to Ci się udało, ale na pewno i tak długo to nie potrwa, bo po prostu miałaś szczęście albo udało Ci się, bo poznałaś jakiegoś Józka”. No, może i dlatego, że poznałam Józka, odniosłam sukces, ale w życiu nie ma przypadków, że akurat pojawił się on na mojej drodze.

Dlatego dziś świadomie otaczam się ludźmi, których oceniam jako szczerych przy bliższym poznaniu.

Uwielbiasz podróże, ludzie mają różne motywacje do zwiedzania świata, co w nich Cię najbardziej pociąga?

Podróże mnie rozwijają. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, smaki, zawierać nowe znajomości. Kiedy podróżuję, łapię chwile, zbieram wspomnienia, ale w trakcie odkrywania nowych miejsc także odkrywam siebie. Rozwijam się duchowo. Mogę z dystansem spojrzeć na wiele spraw. Podróże uczą pokory, cierpliwości, której mi brakuje najbardziej w życiu codziennym. Kiedy byłam mała, nie marzyłam o dalekich podróżach, to było dla mnie nieosiągalne. Wielkim przeżyciem była dla mnie moja pierwsza podróż do Paryża. Miałam wtedy 10 lat i jechałam sama ponad 20 godzin autobusem. Miałam spędzić wakacje u cioci, rodzice odprowadzili mnie na autobus, a ciocia miała mnie odebrać na miejscu. Te 20 godzin to była dla mnie nieskończoność. Tak jakbym jechała na koniec świata. 😊

Autobus miał opóźnienie, Pani pilot (która miała się mną opiekować) nie mówiła po angielsku ani po francusku, a trzeba było powiadomić ciocie o 4 godzinnym opóźnieniu, od Zgorzelca bałam się, że nikt po mnie nie przyjedzie. Ktoś pomyślałby, że ta historia to trauma dla małej dziewczynki, a ja chciałam więcej, jak tylko wjechaliśmy do Paryża, wszystko było olbrzymie, ruch, tłumy turystów. Dziś się z tego śmieję, bo świat się dla mnie zmniejszył, Paryż jest na wyciągnięcie ręki i, choć można tam samolotem być w ciągu 2 godzin, nawet te 20 godzin autobusem nie jest mi straszne, dlatego że podróż to nie tylko nowe miejsce. Zaczyna się ona na długo przed wyruszeniem w drogę. Planowanie gdzie, jak, z kim – to mnie pociąga. Cała ta organizacja jest pociągająca. Zawsze towarzyszy temu adrenalina – przecież, kiedy jedziemy w miejsce dla nas nieznane, nie wiemy, co nas może spotkać. Można to również porównać do nowych znajomości, nowych książek. Myślę, że to nieznane, ciekawość to jest najbardziej pociągające.

Masz duże doświadczenie w sprzedaży bezpośredniej, co cenisz najbardziej w relacjach z ludźmi?

Sprzedaż bezpośrednia to niełatwy kawałek chleba, jednak może nam przynieść mnóstwo satysfakcji i oczywiście pieniędzy. 😊

Najważniejsze to zrozumieć, że jesteśmy różni, ale to właśnie te różnice sprawiają, że możemy się od siebie uczyć. Dzięki tego typu pracy ciągle poznaję nowych ludzi, niektórzy są na chwilę, inni zostają w moim życiu na dłużej… i to jest piękne. Relacje z innymi ludźmi to jest, moim zdaniem, główny element naszego życia. Wszystko, co robimy, do czego dążymy, ma związek z innymi ludźmi. Myślę, że każdy z nas powinien o tym pamiętać, szczególnie wtedy, gdy wydaje nam się, że inni nie mają wpływu na nasze działania.

W jakiej osobie mogłabyś znaleźć bratnią duszę?

Na pewno byłby to Daniel Sempere, główny bohater „Cienia Wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna. Fascynujące by było razem rozwiązywanie zagadek pośród przepięknych uliczek Barcelony.

Czy jest coś w Twojej ścieżce kariery, co chciałabyś zmienić? Coś, co znając swoje dotychczasowe życie wydaje się teraz z perspektywy czasu złe lub niepotrzebne?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ z jednej strony nie lubię patrzeć za siebie i myśleć o sprawach, na które nie mam już wpływu, z drugiej strony dobrze jest wyciągać lekcje ze swoich działań, aby później nie popełniać tych samych błędów.

Myślę, że w sprzedaży bezpośredniej za mało podchodziłam do spraw biznesowo. Mój charakter i sposób bycia sprawiają, że często w oczach innych wyglądam, jakbym się ciągle bawiła, prywatnie nie ma w tym nic złego, ale jeżeli mówimy o pracy – to już gorzej. Wiele osób zaczęło ze mną współpracę, ponieważ myśleli, że: „tak jak ja, nic nie będą robić, a zarobią”.

Ma to na pewno też związek z tym, że w multi-level marketingu często organizowane są wyjazdy zagraniczne, konferencje, praca jest przyjemna – tak to widzą inni. Nie skupiają się na tym, że – aby pojechać na taka konferencję – trzeba się wykazać, trzeba po prostu ciężko pracować. Jak okazywało się, że to nie jest zabawa tylko praca, wiele osób rezygnowało.

Mieszkałaś jakiś czas w Anglii, czy zastanawiałaś się kiedykolwiek, co by było gdybyś tam została?

(Śmiech). Nie, nie zastanawiałam się. 😊

Mieszkałam na wyspach 3 lata. Poznałam tam fantastycznych ludzi, a że mocno się przywiązuję to zwyczajnie mi ich brakuje. Pobyt w Anglii to cenna lekcja dla mnie. Wyjechałam zaraz po maturze, wtedy wydawało mi się, że nie mam tu zbyt wielu perspektyw, szczególnie, że nie wiedziałam, na jaki kierunek studiów chciałabym uczęszczać. Tak jak wielu, wyjechałam „po lepsze jutro”. 😊

Dziś wiem, że sama zmiana miejsca zamieszkania nie sprawi, że będziemy szczęśliwi. Na pewno finansowo żyło się tam lepiej, ale – tak jak i w Polsce – tam również pieniądze nie leżą na ulicy.

Myślę, że sama Anglia nie jest miejscem dla mnie, choćby ze względów klimatycznych i krajobrazowych. Zdecydowanie wolę Hiszpanię.

Wspomniałaś, że wyjechałaś zaraz po maturze, ponieważ nie widziałaś dalszych perspektyw, jednak wiele lat po powrocie i osiągnieciu sukcesów w MLM zdecydowałaś się pójść na studia. Co Cię do tego skłoniło ?

W multi-level marketingu nikt od nas nie wymaga wyższego wykształcenia, jednak zaraz po powrocie z tyłu głowy pojawiły się studia. Chciałam jednak, żeby to był kierunek, dzięki któremu będę mogła się rozwijać, poszerzać horyzonty. Nie chciałam uczęszczać na zajęcia tylko dla papierka. Po drodze oczywiście zaczęłam kierunek, o którym myślałam, że będzie przydatny w MLM, niestety w rzeczywistości okazało się, że był to ogrom teorii, która nijak się miała do praktyki. Po raz kolejny się zraziłam. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w końcu udało mi się znaleźć kierunek dla siebie. Studiuję w Łodzi Kulturoznawstwo, ciężko mi pojąć, dlaczego nigdy nie wzięłam tego kierunku pod uwagę, bo czuję się tam jak ryba w wodzie 😊

Jakie jest twoje największe marzenie?

Marzę o napisaniu książki, myślę, że jestem już bliżej spełnienia tego marzenia, ale ciiii… o tym niebawem. 😊

Dziękujemy za rozmowę!

Aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony musisz zgodzić się z nasza polityką cookies.
Rozpoczęcie korzystania ze strony jest równoznaczne z jej zaakceptowaniem. Dowiedz się więcej.

Ustawienia ciasteczek podczas przeglądania tej strony są ustawione w trybie "akceptuj", aby zapewnić Ci najlepsze możliwe doświadczenia podczas korzystania z jej zawartości. Jeśli kontynuujesz korzystanie ze strony bez wprowadzania zmian w ustawieniach przeglądania lub klikniesz "AKCEPTUJĘ" tym samym wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie.

ZAMKNIJ TEN KOMUNIKAT